Przyjechał tata.

Ulka miała kilka stron do zredagowania, a ja planowałem napisać wstęp do pracy i porządnie skomponować bibliografię. Zamiast tego spędziliśmy przedpołudnie intensywnie się leniąc. Kiedy tata wybrał się na "Wieczór z Wertyńskim" do Ateneum napisałem dwie strony prozą, a Ulka poprawiła kilka potwornych zdań, ale generalnie autor obrabianego tekstu talentu pisarskiego nie ma za grosz. Bełkot straszny.
Widać w tym lekkie podobieństwa z "Jadąc do Babadag" Stasiuka. Swego czasu strasznie się tą książką rozczarowaliśmy. Pamiętaliśmy jak stymulujące intelektualnie jest podróżowanie po południowo-wschodniej Europie i liczyliśmy, że profesjonalny pisarz ładnie ubierze w słowa nasze wrażenia. Udało się to między innymi Marcinowi Kydryńskiemu w "Chwili przed zmierzchem" i Oldze Stanisławskiej w "Rondzie de Gaulle'a".
Tymczasem ze Stasiukiem porażka.
Efektów dzisiejszej pracy nie wklejam, bo mam je w formie analogowej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz