Nic wielkiego? Sami spróbujcie.
wtorek, października 24, 2006
Sam na sam z głodomorami
Nic wielkiego? Sami spróbujcie.
niedziela, października 22, 2006
Wycieczka bez pępka

Poniewaz jestesmy umowieni na juro na pierwsza wizyte u pediatry, postanowilismy nieco umyc naszego Gucia. Po miesiacu postoju jest caly zakurzony i zafajdany przez ptaki. Co gorsza okazalo sie, ze jakis mily szczurek przegryzł nam przewod w silniku. Cholera wie, skąd i dokąd prowadzi.
Przy okazji spaceru chłopkaki rozkochały w sobie kolejną sąsiadkę. W ogóle są w naszej okolicy szalenie popularni, mimo ze mało kto jak na razie je widział. A laski w spożywczym na rogu wręcz szaleją za Ulką, jej ciązą i niewidzianymi bąblami.
A wczoraj obu chłopakom odpadły pępki.
czwartek, października 19, 2006
Permanentne niewyspanie

Dzięki Bogu i naszemu rosnącemu doświadczeniu po nocy środa/czwartek stwierdziłem, że Ulka spała dłużej niż przez cały poprzedni czas łącznie. Przed taką sytuacją byliśmy wielokrotnie ostrzegani przez znajomych. Chrzanienie osób postronnych to jednak inna para kaloszy niż własne, conocne dojmujące doznania J Pamiętam szczególnie Lei, która mówiła po urodzeniu synka, że śpi po dwie, trzy godziny, ale ma sąsiadkę z dzieckiem trzymiesięcznym i ta sąsiadka sypia po cztery pięć godziny bez przerwy.
W tej chwili sypiamy po trzy godziny trzy razy w ciągu nocy. Więc jak na pierwszy tydzień z bliźniakami na pokładzie całkiem, całkiem.
Właściwie to tytułowe niewyspanie jest największą niedogodnością związana z naszymi nowymi, kochanymi współlokatorami. Szczególnie uciążliwa jest sesja wczesnoporanna ? ok. 3 rano.
Druga niedogodność ? bezsilność wobec biernego oporu chłopaków przy karmieniu, przebieraniu, kąpaniu, wymianie pieluch etc. stopniowo traci na znaczeniu.
niedziela, października 15, 2006
piątek, października 13, 2006
czwartek, października 12, 2006
Godzina P - 7
Już w poniedziałek Ulka zadzwoniła do mnie rano do pracy i powiedziała, żebym od teraz ZAWSZE odbierał telefony. Przekaz był jasny ? chłopaki byli już nie na horyzoncie ale za pasem.
Kiedy jednak dojechałem do domu okazało się, że pierwsze symptomy właśnie się pojawiły. Poczułem lekki gorący powiew (jeszcze nie było to uderzenie gorąca), na razie jednak dosyć rzeczowo omawialiśmy kwestię ? jechać, niejechać. W końcu Ulka postanowiła zasięgnąć porady "niezależnego eksperta", bo byliśmy jeszcze na etapie obaw, że nas na Madalińskiego wyśmieją. "Niezależny ekspert" stanowczo zalecił wyjazd i sam na izbę przyjęć zawiózł.
Na izbie była parosobowa kolejka, ale na szczęście kobieta rodząca bliźniaki została wpuszczona bez kolejki. Lekarz zaczął od pytania o częstotliwość skurczów. Kiedy dowiedział się o 10 minutowym interwale uśmiechnął się i machnął ręką ?eee, to jeszcze dużo czasu Pani ma?. Zmienił jednak zdanie po informacji o podwójnej ilości rezydentów na wylocie.
środa, października 11, 2006
Nadal bez prawa jazdy
Dotarłem na Odlewniczą ok. 9:30 i więdłem tam do 11:05. Egzamin był zapowiedziany na 10:00, ale ostałem wywołany jako jeden z ostatnich w grupie. Mój egzaminator był grubaśny, kudłaty i siwy. Z burzą włosów i bujną brodą, wyglądał jak prawosławny mnich w dżinsie.
Okazął się dosyć sympatyczny i tolerancyjni dla drobnych niedociągnięć. Tym większa szkoda, że zmarnowałem taki uśmiech losu (z drugiej strony samochód miał numer 13).
Jazda po łuku poszła świetnie, górka wręcz aksamitnie. Po mieście też szło zupełnie nieźle. Do czasu przedwczesnego zatrzymania się przed znakiem STOP. Zamiast na ciąłej linii stanąłem przed pasami. Pustymi niestety. No i pierwszy błąd.
Potem znowu gładko, nawet skręty w lewo na spooorym skrzyżowaniu. Kiedy jednak przystąpiłem do parkowania równoległego przodem, wybrałem całkiem szerokie miejsce. Niesetety było ono nieco powyżej poziomu jezdni i trzeba było wspiąć się na krawężnik. I przy tej wspinaczce dwukrotnie zgasł mi silnik.
Więc dupa.
Ze mnie.
Do widzenia.
powered by performancing firefox
W drodze po prawo do jazdy
Mam ze soba paczke smarkatek, gumy do zucia z guarana, a na nogach buty na cienkiej podeszwie, zeby lepiej czuc sprzeglo.
Bardzo bym chcial zdac za pierwszym podejsciem, ale nie wpadne w depresje, jesli bede musial wrocic na Odlewnicza za miesiac.
post powered by Palm
wtorek, października 10, 2006
Ciemny lud
Ubawiła mnie dziś Agnieszka. Na powitanie zaserwowała historyjkę, o tym że ten głupi Kaczor (nie sprecyzowała który) zupełnie zwariował, bo znalazł w kierownictwie TVNu agenta: ?On już wszędzie tylko agenci i agenci.?
Sprostowałem uprzejmie, że to nie Kaczyński, ale Gazeta Polska.
?No, ale ten głupek się na pewno z tego i tak cieszy?. Hmmm, "cytując" Kurskiego ? ?ciemny lud i tak to kupi.? Blond lud w tym wypadku.
Jedziemy dalej, podsuwam nazwisko Subotić. ?A tak, tak. To nie ten z TVN, ale jakiś inny?. Ano inny ? podmienione zdjęcia. ?Nie, nie. Oni jakiegoś innego? jako to się mówi? Że go ujawnili??
Dekonspiracja to się nazywa, dekonspiracja.
Niezależnie od tego, kto w zamieszaniu ma rację, a kto nie ubawiłem się setnie. Trudno o lepszy przykład bezrefleksyjnego łykania medialnej papki.
poniedziałek, października 09, 2006
EKG
Jako hipochondryk zdiagnozowałem u siebie wczoraj rano zawal serca.
Jako hipochondryk świadomy wiedziałem, że to tylko nerwobóle. Ponieważ jednak mam wykupiony przez firmę pakiet medyczny na lunch zaserwowałem sobie elektrokardiogram.
Lekarka zbadała ciśnienie i skierowała na EKG, dodając, żebym poprosił pielegniarkę o ponowny pomiar ciśnienia, bo niektórym ludziom już sam widok lekarza je podnosi. Nie bardzo rozumiem, dlaczego przy takim nastawieniu pielęgniarka miałaby działać kojąco. W końcu to pielęgniarki walą zastrzyki, pobierają krew i wykonują inne nieprzyjemne zabiegi. W każdym razie w wypadku zdrowym ludziom.
Kiedy dotarłem do gabinetu zabiegowego, optymizm lekarki jeszcze bardziej mnie zadziwił, jako że machina do EKG oplotła mnie kłebami przewodów, a nad głową wisiał plakat z wykresami świadczącymi o najróżniejszych odmianach zawału serca.
Wynik pomiaru poniżej:
niedziela, października 08, 2006
Weekend
W neidzielę odwiedizł nas tata, podjęliśmy próbę obejrzenia "Diabeł ubiera się u Prady" oraz obejrzeliśy "Do nad jeziorem". "Diabeł..." miał rozsynchronizowane napisy, więc się poddaliśmy, choć zapowadał się interesująco, a na pewno zabawnie. Niestety jednym z elementów komicznych było to, że wszyscy mówli szybko i kwieciście.
"Dom nad jeziorem" był natomiast słodki.
Mieliśy iść do Muranowa na "Życie jest muzyką", którym ekscytowałem się już parokrotnie, ale bliźniaki nam nie pozwoliły. Ale nic tam. I tak dzień był udany.
We środę egzamina na prawo jazdy.
powered by performancing firefox
czwartek, października 05, 2006
Bobasy za pasem
Szkoda tylko, że jak zwykle u mnie - efekty mizerne. A w każdym czasie mniejsze niżbym chciał.
Ostatnie dni w pracy też strasznie męczące. Nie żebym narzekał, ale stanowczo wolałbym się permanentnie lenić niż permanentnie pracować. Nie do mnie jednak wybór należy.
W sumie to czuję się zaskakująco spokojny jak na zbliżające się zmiany w życiu. Może to dlatego, że dzieci są natrualną koleją rzeczy. Jak koty :) Budzę się ostatnio w nocy i myślę "Ale czad!", czasem martwię się jak jak - choleryk i wścieklica - poradzę sobie z podójną dawką szczęścia i odpowiedzialności. Chyba jednak nikt nigdy nie jest na to w pełni przygotowany, więc nie histeryzuję tylko czekam w spokoju.
W dodatku 11 mam egzamin na prawo jazdy i też jakoś mi się ekscytacja nie pojawia.
No, zobaczymy w weekend, kiedy będę miał więcej czasu na myślenie. Zobaczymy :)
wtorek, października 03, 2006
poniedziałek, października 02, 2006
Cholerne łóżeczko!!!
Dzień w pracy miałem dosyć męczący, w dodatku kolejne będą jeszcze gorsze. Tak to bywa na początku miesiąca, a tym razem nie dość że wykonujemy drugą falę integracji to jeszcze miesięczny procesing rozłaził się jak stare gacie. Tragdia.
W takim oto nastroju oraz strugach deszczu dotarłem na pocztę, gdzie już czekało łóżeczko. Ponieważ na nie czekaliśmy, a w dodatku Ulka ślicznie wyglądała więc nie humoru nie zepsuła mi nawet konieczność niesienia go na łbie jak wybrzeżokościosłoniowa pani domu.
Karton, w którym przyszło łóżeczko zadziwił Mirę - okazał się być przytulnum tunelem z jednym wyjściem.
A potem zaczęliśmy rozkładać łóżeczko. Próbowaliśmy i próbowaliśy. Wbrew optymistycznej opinii producenta, wyrażonej w instrukcji obsługi przeguby ramy nie chciały się zablokować z obiecanym kliknięciem. Nie pomogło wyczucie, nie pomogła brutalna siła, ani rzucanie przeklętym barachłem po pokoju. Na szczęście mieliśmy świeżo zaparzoną herbatę z goździkami, która nieco ukoiła nerwy. Zastanawiałem się czy lepiej wyrzucić je przez okno, spalić czy odesłać do sklepu.
Ale w końcu Ulka zaproponowała, żeby postępować DOKŁADNIE według instrukcji. BARDZO dokładnie.
No i sukces!!! Łóżeczko jest złożone, ładne i praktyczne. Kotkom też się podoba. Niestety zdjęcia nie zamieszcze bo strona producenta jest równie przyjazna dla użytkownika jak system rozkładania produktu.
niedziela, października 01, 2006
Zapracowanie - znowu
W sobotę byliśmy na "Volver" Almodovara. Penelope nadal ładna, Ulka uważa wręcz że w Europie jest ładniejsza niż za oceanem.
Mamy już całą stertę ubrań dla dzieci, które sukcesywnie prasujemy, w małym pokoju stoją dwa foteliki samochodowe, a na poczcie czeka na nas łóżeczko. To na plus.
A na minus - nie ma okna między kuchnią i pokojem dla bliźniaków, trzeba wywiercić mnóstwo dziur na mnóstwo półek. Nie mam magisterium ani prawa jazdy. Trochę doskwiera też brak miejsca na składowanie dobytku.
Na szczęście to wszystko drobiazgi, bo ogólny obraz jest wyśmienity!!!
powered by performancing firefox


