Czas najwyższy się zrobił na chrzciny, bo zaczyna jeden z drugim ruszać się coraz bardziej, to i okazji do grzechu więcej.
Wybór miejsca przyszedł łatwo - większość rodziny i tak w Kielcach, kościół w którym braliśmy ślub wygodnie położony w połowie drogi między domem Ulkowym a moim, świeże powietrze i niższe ceny. Jedyny problem logistyczny to załadowanie całego majdanu, łącznie z kociakami do Gucia i przetrzymanie ewentualnych narzekań czworga maluchów po drodze.
Postanowiliśmy jechać we czwartek nocą, bo i chłopaki będą spokojniejsi śpiąc i ruch mniejszy. Po drodze okazało się, że chłopaki spali, kotki grzeczne - tylko Mira po d Kielcami trochę narzekała na monotonię podróży, ale to dopiero po trzech godzinach jazdy.
Podróż całkiem emocjonująca. Silny wiatr boczny spychał dzielnego Gucia wyposażonego w box bagażowy, współpodróżujący drogą kierowcy złorzeczyli (zapewne) naszej 70 na liczniku, a z przeciwka ciągną się nieprzerwany ciąg ogromnych TIRów.
Dałem jednak radę.
Dzięki wsparciu Ulki i poganianiu Mirki.