poniedziałek, lutego 28, 2005

Czerstwo, czerstwo...

"Bunt pokolenia. Rozmowy z intelektualistami ukraińskimi" Bogumiły Berdychowskiej i Oli Hnatiuk to próba sportretowania ludzi, którzy wywarli decydujący wpływ na ukraińską kulturę i sztukę lat sześćdziesiątych.

Względna swoboda, jaka zapanowała po XX zjeździe KPZR przyczyniła się do niebywałego ożywienia intelektualnego na Ukrainie. Na dekadę, której symbolicznym początkiem było upublicznienie referatu Chruszczowa "O kulcie jednostki i jego następstwach", przypada wiele niezwykle interesujących debiutów literackich. Wtedy też miały miejsce liczne powroty pisarzy niechętnie widzianych w oficjalnym obiegu od czasów "rozstrzelanego odrodzenia" lat trzydziestych.

W swojej pracy autorki skupiły się bardziej na analizie drogi życiowej bohaterów niż na ich dorobku literackim. Niezwykle ciekawe, a dla wielu polskich czytelników prawdopodobnie odkrywcze, są informacje dotyczące stosunków społecznych panujących w Związku Radzieckim tamtego okresu. Wiele dowiadujemy się o niełatwej codzienności artystów próbujących pozostać z boku oficjalnej, socrealistycznej kultury. W swoich opowieściach literaci wspominają o biedzie i dorywczej pracy fizycznej. Poznając tę stronę ich życia łatwiej zrozumieć oportunizm niektórych, ale też jeszcze bardziej docenić nieprzejednaną postawę innych.

Przemyślany dobór rozmówców pozwala na pokazanie ukraińskiego życia intelektualnego w szerszej perspektywie. Są wśród bohaterów ludzie wywodzący się z różnych warstw społecznych i pochodzący z różnych regionów Ukrainy. Wielobarwność ta daje unikalną możliwość poznania specyfiki tak uprzemysłowionego Donbasu jak i wołyńskiej prowincji, której mieszkańcy pamiętają blaski i cienie sanacyjnej Rzeczpospolitej.

Współbloggerzy z Teheranu.



Dziennikarz i redaktor Arasz Sigraczi został skazany na 14 lat więzienia, bo zdaniem miejscowego sądu w swoim blogu (Panhjareh Eltehab) nawoływał do buntu i przedstawiał informacje, z których korzystał zagraniczny wywiad i kontrrewolucjoniści na emigracji. Modżtaba Saminedżad, któremu postawiono podobne zarzuty, przesiedział w areszcie trzy miesiące. Teraz czeka na rozprawę.

Kłopoty mają jednak nie tylko blogerzy w krajach rządzonych przez reżimy. Najlepiej wie o tym sama wiceprzewodnicząca Komitetu Ellen Simonetti, która w listopadzie straciła pracę stewardesy w liniach Delta za opublikowanie w anonimowym blogu "Queen of The Sky" swojego zdjęcia w służbowym uniformie. Przewoźnik uznał, że spódniczka autorki była za krótka, a więc nieprzepisowa. Simonetti została rozpoznana i dostała wymówienie.

za Gazetą Wyborczą z dn. 28,02,2005

Klamki

Tyle miałem dziś do zrobienia, a skończyło się na całowaniu klamek.

Najpierw zamierzałem wypłacić pieniądze na studia w oddziale Citibanku w SilverScreenie. A tam akurat trwał restart bankomatów. Posiedziałem kwadrans, przeczytałem pół Wyborczej i ruszyłem do bankomatu EuroNetu przy McDonaldzie obok Wydziału. Tu z kolei niebieski ekran :(

Kolejnym punktem programu była wizyta w salonie SunsetSuits na wypadek gdyby krawiec nie wyrobił się z garniturem do połowy marca. Miłe laseczki zaprezentowały mi całkiem ciekawy garnitur z dwiema parami spodni za 999 zł i wliczoną w cenę przeróbką. Nieźle.

Krawiec nadal chory i w związku z tym cały czas nie wiem na jakim jest etapie z szyciem garnituru.
Ale przynajmniej wiem, że w SS No Problem. Tylko materiału szkoda...


niedziela, lutego 27, 2005

Ból tworzenia (nie po raz ostatni zapewne).

W połowie stycznie umówiłem się ze swoim promotorem, że na początku nowego semestru oddam mu trzy szkice pracy. Ustaliliśmy ? w wielkich bólach ? trzy tematy i po stworzeniu konspektów oraz wstępnej bibliografii miałem zabrać się do właściwej pracy.

Termin minął już dwa tygodnie temu, a ja nadal jestem w lesie. Dziś siedziałem trzy godziny i stworzyłem pół strony. Niezbyt wielkie osiągnięcie. Ulka co prawda twierdzi, że tylko grafomani mają łatwość tworzenia, ale PÓŁ STRONY DZIENNIE?!?!?!?!?

To już wolałbym być grafomanem.

Mam napisać stronę tekstu o tym, dlaczego zamierzam ciągnąć temat jeszcze przez stron sześćdziesiąt. Tymczasem okazuje się, że ta strona to zbyt wiele. Jak więc liczyć na pomysły na dalszych trzydzieści kartek? W tym tempie skończę po wakacjach, a mam wątpliwości że nawet tak żałosne tempo utrzymam.

Siadłbym i się popłakał, ale próby usmażenia cholernych udek kurczaka doprowadziły mnie daleko poza ten punkt krytyczny.

czwartek, lutego 24, 2005

Yntelygent

Walczę od paru dni z testami na inteligencję. Szczególny nacisk kładę przy tym na testy "liczbowe". W efekcie migrena ante portas. Na horyzoncie - dalekim, bo dalekim ale zawsze - rysuje się praca dla koncernu. Surfując po ich stronach w dziale Kariera trafiłem na wskazówki ichnich managerów, opisujących jakich to mianowicie ich moloch potrzebuje.

Cóż - kultura koroporacyjna owej firmy rozbawiła mnie do łez. W dzisiejszych czasach nie ma jednak co wybrzydzać.

Pomiędzy sesjami treningu IQ odebrałem z poczty brakujące zaproszenie ślubne, dowiedziałem się, że krawiec zachorował i wróci do krojenia mojego materiału dopiero po weekendzie (umawialiśmy się na przymiarkę na zeszły tydzień). Z kancelarii parafialnej zabrałem też licencję ślubna, zostawiłem trochę ubrań i zawstydziłem brakiem pieniędzy na ofiarę. Gdyby chociaż pani kancelistka widziała moje dery rzeczowe dla biednych i nagich parafian żenada byłaby mniejsza.

Ula jest KOCHANA!!!

Chętnie napisał bym więcej i bardziej kwieciście, ale wolę zrobić sobie kubek miętowej herbaty.

sobota, lutego 19, 2005

Avensis

Droga do Kielcówka upłynęła pod znakiem mojego gadulstwa wspomaganego filiżanką mocarnego espresso.

Przed salonem czekał już na nas maćkowy Avensis, ja jednak pokochałem od pierwszego wejrzenia Landkruzerka. Kosztował co prawda 240 000 złotych i miał wnętrze wypełnione białą skórą ale co tam. Pan Niziołek powiedział, że w marcu egzemplarz testowy spuszczą z podobnym rabatem jak Avensisa.

Salon od razu przypadł mi do gustu, ponieważ w ?poczekalni? stało PS2 z forsfiidbakową kierownicą i kubełkowym fotelem. Niestety po paru minutach zabawy zepsułem pedał hamulca i z zabawy nici.

Maćkowy sprzedawca okazał się najprzystojniejszym pracownikiem Toyoty w Kielcach, a sprzedawany samochód był drugim po Lankdruzerku najfajniejszym autem.

Testowa jazda była na tyle długa, że nie zostało już czasu na testowy obiad w Leśnym Dworze, gdzie będziemy się weselili 2 kwietnia.

piątek, lutego 18, 2005

Piesiołek

Posłuchałem sobie Sejmu, a potem zabrałem się za poszukiwanie sposobu na wsparcie pieska koczującego przy Metrze Centrum. Ulka zauważyła go dwa dni temu i od tego czasu bardzo nas psinka obchodzi. Nie byliśmy pewni czy schronisko na Paluchu będzie dla niego lepsze niż warszawska ulica. Próbowałem wywiedzieć się tego w necie, ale qpa :(

Kiedy, zaopatrzony w plastikową miską i mocne postanowienie kuna psiowej karmy, zjawilem się w Centrum psa nie było. Patrolowałem okolicę przez prawie godzinę. Bez skutku. Mamy nadzieję, że psinka znalazła lepsze życie :)

Po upewnieniu się, ze psa ???? postanowiliśmu, z Ulką, sprawdzic dostępność eleganckich butów męskich - potrzebuję czegoś na ślub. Po drodze spotkaliśmy Janika. Miłośmy z nim przegadali kwadrans.

Buty w halach pod PKiNem jakieś 200 złotych kosztują.

W dom kolacja, potem Ziembiccy. Dopilśmy Trejos Debynerios i ?????'??? ?????(Sołowijnu Pisniu, chuje ukraińskiej czcionki nie obsługują!!!).
Fajno było.

Jutro ruszamy po Avensisa do Kielc.

Szkoda tylko, że podczas zmywania po imprezie skasowałem dwa kieliszki.



IPN a dane osobowe by J. M. Rokita

Straszny miałem dziś atak spactwa. Nie wypiłem w związku z tym porannej herbaty z Ulą :(

W końcu jednak się zwlokłem, pstryknąłem Tok FM, a tam przemawia Rokita. Tematem debaty sejmowej jest ustawa o IPN. Rokita z oburzeniem mówił o Generalnym Inspektorze Danych Osobowych, który w IPNie urządził kontrolę po wycieku Listy Wildsteina. "Jak można stosować ustawę, stworzoną do walki z ulotkami reklamowymi i regulowania pracy firm marketingowych czy spisów lokatorów stosować do instytucji badającej najnowszą historię Polski? Niech pani Inspektor zabiezrze swoich kontrolerów i skieruje ich do szukania ludzi przez których codziennie dostaję stosy ulotek, namawiających mnie do kupna pralki!" I tak dalej w ten deseń.
Teraz Kaczyński, ale jego już nie będę słuchał, tylko wezmę się za śniadanie. I tak będę głosował na niego, a nie Rokitę...

czwartek, lutego 17, 2005

Riabczuk?

Niedługo będę chyba musiał zdecydować się na formę wpisów. Szybkie wklepywanie kilku zdań nie jest tym co zamierzałem. Na razie na więcej brak czasu.

Tere fere, przecież jestem bez pracy ;)

Ślicznie dziś śnieg w Warszawie padał. Na szczęście było chyba poniżej zera, bo płatki nie zmieniały się w szarą bryję. Pola Mopkotowskie były tak urocze, że miałem supertajny plan wybrać sie tam z Ulka wieczorem na spacer. Ale mi przeszło :(

Koło południa, kiedy wybierałem się do BNu zadzwonił telefon. Dzwonił Marek, kolega z byłej pracy. Pracuje w jakiejś małej miejscowości w stanie Maine. Sprawiał wrażenie zadowolonego. I bardzo dobrze, bo kombinawał ten wyjazd od bardzo dawna. Parę razy całował klamki, ale w końcu się udało.

Mam nadzieję, że teraz moja kolej ;)

W bibliotece dostałem miejsce obok jakiejś raszpli. Robiła notatki z czasopism i popularnych książek o storczykach. A w uszach miała wielkie czerwone stopery. Na przeciwko zaś siedział koleś niezwykle podobny do Mykoły Riabczuka, którego książkę właśnie czytałem.

A Ulkę drugi dzień z rzędu przy stacji Merta Centrum prześladuje śliczny zagubiony piesiołek. Próbujemy wydumać coś w tej sprawie ale na razie bez rezultatu.

Piraci z Karaibów

Wczoraj wieczorem obejrzeliśmy sobie "Piratów z Karaibów". Ubaw nieomal po pachy.
Film jest też nieodocenianą kopalnia tekstów, których "Rejs" by się nie powstydził. Frankowi najbardziej podobały się szemiercze pojedynki. Na dźwięk trzaskających kling za każdym razem podonosił głowę i uważnie przyglądał się bolasom z szabelkami.
Mira, jak to dziewczyny, nie interesowała sie bitwami morskimi i wyspami skarbów. Ponieważ ma nadwagę, więc poświęciła wieczór na biegactwo za swoją ukochaną zabawką - zieloną sznurkową myszką.

Dziś po śniadaniu lecę znowu lecę do BN. Potem powinienem kupić piasek i ziemię. Rano śmialiśmy się z Ulką, że brak na będzie tylko żwiru do kompletu.

BTW
Fajne te wklejanie linków...



środa, lutego 16, 2005

AdSense

Zarejestrowałem się właśnie do programu AdSense. Teoretycznie daje to możliwość zarabiania na reklamach umieszczanych na stronie. Ale w praktyce pachnie ściemą. W FAQ na pytanie: Ile zarobię na udziale w programie AdSense? odpowiedź brzmi: Tajemnica handlowa.
No, ładnie - trzymają tajemnicę nawet przed kontrahentami. Hak im w oko.

Krawiec - uroczy starszy pan nota bene - na szczęście zdrów, choć nie w pełni. Trochę ostatnio niedomagał i dlatego nie było z nim kontaktu. Wydobrzał, sądząc z głosu w słuchawce nie do końca, i zabrał się za krojenie materiału na garnitur.

A ja biorę się za "Bunt pokolenia"...

Literówki.

Ulka ostro skrytykowała ilość literówek we wpisach. Niestety korekta zajmuje prawie tyle czasu co wpisy, więc na razie będzie barachołka.
Zresztą i tak nikt chyba tego nie czyta.

Nie mam na śniadanie pieczywa, więc zjadłem kilka mini-rogalików i wypiłem kubek kawy. Chyba zaraz ruszę po zakupy, bo taki posiłek na długo nie starczy. A za oknem śnieżyca.

Pięknie w radiu przemawia o przemocy w rodzinie (nieuzasadnionej) Jaruga-Nowacka - jakbym Radia Maryja słuchał. Natchnione słowa pani minister spiker kwituje żarcikiem o klapsie - perwersiarz.

Po śniadaniu czeka mnie walka z twórcami zaproszeń i próby kontaktu z krawcem.

wtorek, lutego 15, 2005

Koszulowy research w Galerii Mokotów.

Jak zwykle okazało się, że mam drogi gust Najbardziej spodobała mi się koszula Bossa za 890 złotych. Gruba bawełna, wysoki, włoski kołnierzyk. Klasa.
Garnitury Tommy'ego Hillfigera też niczego sobie. Dobrze, że po lekturze No Logo mam niesmak do tej marki. Mam wymówkę dlaczego żadnego nie kupiłem.

A przy fontannie stał Land Rover Discovery 3. Kiedy cieszyłem oczy eleganckim SUVem pojawił się sprzedwca i uorzejmie zapytał w czym może pomóc. Poprosiłem o wymyślenie sposobu na zarobienie brakujących 265 000 złotych na ten samochód. Oczywiście o ile kurs się nie zmieni - cena zakładała kurs 1 Euro = 4,1 zł. Ech...

Zaproszenia już są ale jeszcześmy się do nich nie dobrali. Za to kićki dobrały się do Biomillu. Ulka kupiła im wielgachną parokilową torbę i dostała w prezencie puszkę na cały ten towar. Mira aż się ocierała o ten wór dobrości pełen jej ulubionego żarełka.

Pierwszy.

Mieli zadzwonić w sprawie zaproszeń ślubnych ale chyba zapomnieli. Wydaje się, że koleś nie wiedział co się z naszym zamówieniem dzieje.
Więc teraz pora na kontakt z krawcem...