Widać wielu ludzi strasznie się w pracy nudzi.
I tworzą takie listy:
The Top 10 of Top 10?s
Mimo tego portal dla nudzących się w pracy właśnie zbankrutował. Bardzo dziwne to życie okablowane 2.0.
Niewykluczone, że skorzystali z tych rad i oszczędzają czas, który potem marnują na pierdoły.
czwartek, sierpnia 31, 2006
środa, sierpnia 30, 2006
wtorek, sierpnia 29, 2006
Słodka inwentaryzacja
Właśnie wróciłem z pracy i zastałem Ulkę na podłodze zasłanej niemowlęcymi ubrankami.
Siedziała i inwentaryzowała.
Okazuje się, że śpioszki dzielą się na pajacyki, body i śpioszki właściwe. Niestety na razie, mimo powtórzonych dwukrotnie wyjaśnień ie zrozumiałem w pełnik niuansów dzieląch typy ubranek. Z pewnością w nadchodzących miesiącach stanę się ekspertem w tej materii.
Wesoło będzie :)
Siedziała i inwentaryzowała.
Okazuje się, że śpioszki dzielą się na pajacyki, body i śpioszki właściwe. Niestety na razie, mimo powtórzonych dwukrotnie wyjaśnień ie zrozumiałem w pełnik niuansów dzieląch typy ubranek. Z pewnością w nadchodzących miesiącach stanę się ekspertem w tej materii.
Wesoło będzie :)
Pieniądze?
Wiele postów temu zastanawiałem się skąd ludzie mają czas na pisanie blogów. Wiele z nich jest naprawdę na niewiarygodnie wysokim poziomie. Oczywiście większość to bzdety, grafomania i strata czasów autora i audytorium.
Dlaczego większość jest kiepska - jasna sprawa. Ale te dobre? Niekóre tworzą profesjonaliści, niektóre entuzjaści z prawdziwego zdarzenia. Coraz częściej dostrzegam, że te dobre bywają źródłem dochodów. Niektóre pośrednim, inne bezpośrednim. Można sobie nawet wkleić narzędzie, które wylicza na jakiejśtam podstawie (nie chciało mi się w to wgryzać) wartość bloga. Bo AdSense to oczywiście elementarz i nastawionym na zysk bloggerom nie wystarcza.
A to coś sprzedają, a to linkują gdzieśtam, a to cośtam...
Wariatkowo.
Dlaczego większość jest kiepska - jasna sprawa. Ale te dobre? Niekóre tworzą profesjonaliści, niektóre entuzjaści z prawdziwego zdarzenia. Coraz częściej dostrzegam, że te dobre bywają źródłem dochodów. Niektóre pośrednim, inne bezpośrednim. Można sobie nawet wkleić narzędzie, które wylicza na jakiejśtam podstawie (nie chciało mi się w to wgryzać) wartość bloga. Bo AdSense to oczywiście elementarz i nastawionym na zysk bloggerom nie wystarcza.
A to coś sprzedają, a to linkują gdzieśtam, a to cośtam...
Wariatkowo.
powered by performancing firefox
poniedziałek, sierpnia 28, 2006
Czytamy i oglądamy

Z książek - "Izrael już nie frunie" oraz "Właśnie Izrael".
Z filmów "Dilwale Dulhania Le Jayenge" - film, który pobił "Sholay" jako najdłużej wyświetlany film. Kino Maratha Mandir w Bombaju wyświetlało go ponad 500 tygodni.

piątek, sierpnia 25, 2006
Szabat Szalom
Byłem dzisiaj odebrać materiały do hebrajskiego z "domu parafialnego" przy synagodze. Przy okazji zajrzałem do koszernego sklepu i zobaczyłem niezmiernie sympatyczny obrazek.
Zakupy robił jakiś Żyd lat około trzydzesty. Musiał być nieco sfrustrowany, bo brodę miał długą ale niestety rzadką, co nadawało mu emploi rachitycznego studenta jesziwy. Towarzyszyło mu dwóch rozbrykanych chłopców w wieku 5-7 lat (chyba).
Po zakupach tata zagonił do kindersztuby:
- Co się mówi, chłopcy?
- Dziękujemy!!!
- I co jeszcze?
- Szabat szalom!!!
Filosemitą nie jestem, za dziećmi też nie szaleję, ale obrazek był NAPRAWDĘ słodki.
Na dokładkę w podwórku przed wspomnianym "domem parafialnym" (muszę poszukać prawdziwej nazwy takich miejsc - pewnie coś z jidisz) były rozstawione stoły i trwały jakieś plotki przedszabatowe.
Czyli życie żydowskie udaje, że kwitnie w Warszawie...

Po zakupach tata zagonił do kindersztuby:
- Co się mówi, chłopcy?
- Dziękujemy!!!
- I co jeszcze?
- Szabat szalom!!!
Filosemitą nie jestem, za dziećmi też nie szaleję, ale obrazek był NAPRAWDĘ słodki.
Na dokładkę w podwórku przed wspomnianym "domem parafialnym" (muszę poszukać prawdziwej nazwy takich miejsc - pewnie coś z jidisz) były rozstawione stoły i trwały jakieś plotki przedszabatowe.
Czyli życie żydowskie udaje, że kwitnie w Warszawie...

czwartek, sierpnia 24, 2006
Wesele Moniki - hasłowo i pokrótce
Po wielu latach Monika w końcu poślubiła Roberta. My zwlekaliśmy co prawda ze ślubem, ale oni pobili nas o ładnych parę lat.
Ślub odbył się w Morawicy. Nie mam czasu się rozwodzić, więc tylko parę haseł.
Miałem pomarańczową koszulę w kwiaty i czarny garnitury, a Ulka błękitny kamez, który dostała od Vikasha. Jak to z wytworami hinduskimi bywa, wymagał BARDZO WIELU zabiegów poprawkowych.
Panna młoda wyglądała niczego sobie, oprócz niej Jolka, Piotrek, Adrian i moja siostra. Reszta towarzystwa zwyczajnie.
Dosyć szybko się z Ulka zwinęliśmy, bo ciężko się bawić z dwoma osobami w brzuchu, w dodatku KAŻDY rozmawiał z nią TYLKO o ciąży. Co gorsza ilość bon-motów na okazję rozmowy z ciężarną jest żałośnie ograniczony, więc Ulka była bliska obłędu.
Droga powrotna z Kielc do Warszawy upłynęła pod znakiem ultrakorka zaraz za Kielcami i kociowego płaczu.
Po dojechaniu do domu kotki szybko oblookały wyremontowane mieszkanie i wlazły pod kanapę. Siedziały tam dwa dni. Jak już wyszły spłoszył je fan u powały.
A dziś złożyli nam kuchnię i opeirdolili mnie w pracy Saudyjczycy.
Tyle haseł.
Ślub odbył się w Morawicy. Nie mam czasu się rozwodzić, więc tylko parę haseł.
Miałem pomarańczową koszulę w kwiaty i czarny garnitury, a Ulka błękitny kamez, który dostała od Vikasha. Jak to z wytworami hinduskimi bywa, wymagał BARDZO WIELU zabiegów poprawkowych.
Panna młoda wyglądała niczego sobie, oprócz niej Jolka, Piotrek, Adrian i moja siostra. Reszta towarzystwa zwyczajnie.
Dosyć szybko się z Ulka zwinęliśmy, bo ciężko się bawić z dwoma osobami w brzuchu, w dodatku KAŻDY rozmawiał z nią TYLKO o ciąży. Co gorsza ilość bon-motów na okazję rozmowy z ciężarną jest żałośnie ograniczony, więc Ulka była bliska obłędu.
Droga powrotna z Kielc do Warszawy upłynęła pod znakiem ultrakorka zaraz za Kielcami i kociowego płaczu.
Po dojechaniu do domu kotki szybko oblookały wyremontowane mieszkanie i wlazły pod kanapę. Siedziały tam dwa dni. Jak już wyszły spłoszył je fan u powały.
A dziś złożyli nam kuchnię i opeirdolili mnie w pracy Saudyjczycy.
Tyle haseł.
środa, sierpnia 16, 2006
Zmęczenie na własne życzenie
Zeszły tydzień był niewiarygodnie męczący.
Naiwnie widziałem siebie siedzącego na kartonie z laptopem w remontowanym mieszkaniu. Słuchawkami oddzielonego od hałas i w spokoju robiącego próbne testy na prawo jazdy na przemian z powtórkami hebrajskiego.
Oczywiście był ZUPEŁNIE inaczej. Modem gdzieś znikł, komputer pokrywał się białym pyłem chwilę po wyjęciu z torby. Poza tym i tak nie było gdzie usiąść. Masakra.
Na to nałożył się niezwykle meczący okres w pracy, miałem ultraważne szkolenia, zżerające pół dnia, do tego nawał roboty i permanentne niewyspanie. Jedyny relaks stanowił hebrajski, bo po wyjściu stamtąd zaczynały się zakupy ustalenia z remonterami itp. W efekcie nie zadbałem o zamówienie kuchni na czas, co będzie kosztowało 10-15% jej wartości. Mieli ją złożyć chłopaki, a tak będzie trzeba za to zapłacić (
Weekend był nielepszy - noce na Dobrej, potem wczesna pobudka i supermarkety budowlane. Eeech.
"W poradniku młodego zielarza
Napisanym dla szczęścia ludzkości
Pewien przepis się stale powtarza,
A zawiera on sekret młodości:
Kwiat rumianku, liść pokrzywy,
Ziele bratka, pieprz prawdziwy,
Pestki z dyni i borówki,
A do tego sok z makówki,
Owoc głogu, dzikiej róży
I tymianku liść nieduży.
Suszyć, skruszyć,
Zmielić, zwarzyć,
Podgrzać, zalać i zaparzyć.
A gdy wywar jest gotowy,
To po rozum pójść do głowy,
Nie próbować!!! wylać, nie pić!!!
Tylko słońcem się pokrzepić.
Umyć głowę zimną wodą
I zachować formę młodą
Biegać, skakać, latać, pływać,
W tańcu w ruchu wypoczywać.
Biegać, skakać, latać, pływać,
W tańcu w ruchu wypoczywać."
Przynajmniej tyle z tego miałem, że poskakałem przy gejowskich hitach z lat 80 i 90.
Teraz zostało już tylko składanie mebli i układanie na nich naszego dobytku. Okazało się zresztą, że mamy go zaskakująco dużo.
Ciekawostka ? od 10 lat zbieraliśmy się z kupnem komplety melbi BILLA w IKEA. Kiedy się w końcu zdecydowaliśmy się je kupić, IKEA akurat zaczęła je wycofywać i nie zdołaliśmy kupić naszej wymarzonej konfiguracji. Zresztą jedne z największych naszych zakupów IKEA'owych były też chyba najszybszymi. Komplet mebli do salonu (he, he ?saloniku?) kupiliśmy w 30 minut.
Wyczytałem parę dni temu o klątwach rzucanych na Icchaka Rabina i Ariela Szarona. Jak wiemy skutecznie. Pulsa Dinura się to nazywa.
Naiwnie widziałem siebie siedzącego na kartonie z laptopem w remontowanym mieszkaniu. Słuchawkami oddzielonego od hałas i w spokoju robiącego próbne testy na prawo jazdy na przemian z powtórkami hebrajskiego.
Oczywiście był ZUPEŁNIE inaczej. Modem gdzieś znikł, komputer pokrywał się białym pyłem chwilę po wyjęciu z torby. Poza tym i tak nie było gdzie usiąść. Masakra.
Na to nałożył się niezwykle meczący okres w pracy, miałem ultraważne szkolenia, zżerające pół dnia, do tego nawał roboty i permanentne niewyspanie. Jedyny relaks stanowił hebrajski, bo po wyjściu stamtąd zaczynały się zakupy ustalenia z remonterami itp. W efekcie nie zadbałem o zamówienie kuchni na czas, co będzie kosztowało 10-15% jej wartości. Mieli ją złożyć chłopaki, a tak będzie trzeba za to zapłacić (
Weekend był nielepszy - noce na Dobrej, potem wczesna pobudka i supermarkety budowlane. Eeech.
"W poradniku młodego zielarza
Napisanym dla szczęścia ludzkości
Pewien przepis się stale powtarza,
A zawiera on sekret młodości:
Kwiat rumianku, liść pokrzywy,
Ziele bratka, pieprz prawdziwy,
Pestki z dyni i borówki,
A do tego sok z makówki,
Owoc głogu, dzikiej róży
I tymianku liść nieduży.
Suszyć, skruszyć,
Zmielić, zwarzyć,
Podgrzać, zalać i zaparzyć.
A gdy wywar jest gotowy,
To po rozum pójść do głowy,
Nie próbować!!! wylać, nie pić!!!
Tylko słońcem się pokrzepić.
Umyć głowę zimną wodą
I zachować formę młodą
Biegać, skakać, latać, pływać,
W tańcu w ruchu wypoczywać.
Biegać, skakać, latać, pływać,
W tańcu w ruchu wypoczywać."
Przynajmniej tyle z tego miałem, że poskakałem przy gejowskich hitach z lat 80 i 90.
Teraz zostało już tylko składanie mebli i układanie na nich naszego dobytku. Okazało się zresztą, że mamy go zaskakująco dużo.
Ciekawostka ? od 10 lat zbieraliśmy się z kupnem komplety melbi BILLA w IKEA. Kiedy się w końcu zdecydowaliśmy się je kupić, IKEA akurat zaczęła je wycofywać i nie zdołaliśmy kupić naszej wymarzonej konfiguracji. Zresztą jedne z największych naszych zakupów IKEA'owych były też chyba najszybszymi. Komplet mebli do salonu (he, he ?saloniku?) kupiliśmy w 30 minut.
Wyczytałem parę dni temu o klątwach rzucanych na Icchaka Rabina i Ariela Szarona. Jak wiemy skutecznie. Pulsa Dinura się to nazywa.
wtorek, sierpnia 08, 2006
Zasuwam
No, remont idzie na całego. Pierwsze dni były tragiczne. Naiwnie wyobraziłem sobie, że będę siedział w kącie z komputerem i klepał testy na prawo jazdy ? zdaję TEORIĘ we czwartek. Tymczasem w domu nie byłem w stanie nawet zaparzyć herbaty. Najlepszy był dzień po szlifowaniu ścian. Jak w młynie. Mam nadzieję, że gorzej być nie może (
Piątek zaczęliśmy od odjazdowej imprezy w Pracowni. Hasłem wieczoru była Muzyka niewolników. Coś w rodzaju historii czarnej muzyki w USA. Począwszy od gospel i pieśni zbieraczy bawełny aż do czarnego hip-hopu z gett wielkich metropolii. Okazało się, że był to jakiś czarny film drogi z lat siedemdziesiątych i kolesiem z afro, bakami i wąsem, który biegł przez Amerykę uprawiając wolną miłość i będąc prześladowanym przez białych KuKluxKlanowców.
Muszę jednak przyznać, że podkład muzyczny puszczany na żywo zawierał obiecaną muzyczną wyprawę przez dźwięki od pól Południa po dyskoteki aglomeracji Północy w latach siedemdziesiątych. Rap pewnie też był, ale wyszliśmy długo przed końcem.
Zaczęliśmy od Sheeshy, ale tam zażądali 20 pln za wejście i powędrowaliśmy do Paprotki.
Paprotka ? Pozytywne Miejsce Warszawy. W towarzystwie Muzeum Powstania, nowego BUW etc.
Sranie w banie. Co najwyżej Pozytywne Miejsce Warszawki, lansownia w piwem po 10 pln. Więc przepłynęliśmy do Egoisty. Tam Warszawka dwukrotnie bardziej lanserska. Wódka z Red Bullem za 22 pln.
Jako odtrutkę wybraliśmy Dobrą.
No i BINGO!!!
W Aurorze wjazd za 5 pln, Coca-Cola za 3 pln. Zabawa ? bezcenna.
Powitał na Billy Joel ?We didn?t start the fire?, las rąk, oraz obsługa szalejąca w tańcu za barem. W żadnej z ultramodnych lokali nie widziałem tylu uśmiechniętych, wyluzowanych ludzi. Śmierdziało co prawda potem i tanimi papierosami ale widać i komuniści potrafią świetnie się bawić. Do rana szaleliśmy przy obciachowych dźwiękach z przełomu lat 80 i 90. Red Box, Madonna, Technotronice. Fantastycznie!!!
W sobotę wybrałem się do pracy. Filipińczycy zmieniali jakieś transporty z Sapa, ale nie dałem się podpuścić i zamiast walidacji danych klepałem testy na prawo jazdy. Przerąbane zajęcie. Cały czas mam nadzieję na danie teorii za pierwszym podejściem. Zobaczymy.
Pod PKiNem zaczepił mnie daaawno nie widziany Marek. Pracowaliśmy razem w CC, ja odeszłam donikąd, on do USA. Teraz wrócił ze swoim wymarzonym kapitałem do machinacji giełdowej. Razem powtórzyliśmy noc na Dobrej ? tym razem w jadłodajni Filozoficznej. Znowu kiczowata muzyka, znowu roześmiani współimprezanci.
Fantastycznie!!!
Niedziela w Centrum Janki. Po drodze słuchaliśmy CB ? zachwyciła mnie prośba jednego z TIRowców:
?Jak zobaczycie białego Forda Transita o rejestracji WIB xxxx ? przyblokujcie skurwysyna, bo straszny z niego przypał na drodze?.
Nas przyblokowała pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Kupiliśmy australijską akację, Congo Beige i obiad dla trzech osób. Faaajnie było.
Nauka hebrajskiego, zasad ruchu drogowego, Atomic Data Warehouse i remont wpędza mnie w depresję, zwłaszcza, że Ulka i kociaki 200 km stąd. Ale co tam. Będę miał ładne mieszkanie, bliźniaki i prawo jady. Będzie super (
Piątek zaczęliśmy od odjazdowej imprezy w Pracowni. Hasłem wieczoru była Muzyka niewolników. Coś w rodzaju historii czarnej muzyki w USA. Począwszy od gospel i pieśni zbieraczy bawełny aż do czarnego hip-hopu z gett wielkich metropolii. Okazało się, że był to jakiś czarny film drogi z lat siedemdziesiątych i kolesiem z afro, bakami i wąsem, który biegł przez Amerykę uprawiając wolną miłość i będąc prześladowanym przez białych KuKluxKlanowców.
Muszę jednak przyznać, że podkład muzyczny puszczany na żywo zawierał obiecaną muzyczną wyprawę przez dźwięki od pól Południa po dyskoteki aglomeracji Północy w latach siedemdziesiątych. Rap pewnie też był, ale wyszliśmy długo przed końcem.
Zaczęliśmy od Sheeshy, ale tam zażądali 20 pln za wejście i powędrowaliśmy do Paprotki.
Paprotka ? Pozytywne Miejsce Warszawy. W towarzystwie Muzeum Powstania, nowego BUW etc.
Sranie w banie. Co najwyżej Pozytywne Miejsce Warszawki, lansownia w piwem po 10 pln. Więc przepłynęliśmy do Egoisty. Tam Warszawka dwukrotnie bardziej lanserska. Wódka z Red Bullem za 22 pln.
Jako odtrutkę wybraliśmy Dobrą.
No i BINGO!!!
W Aurorze wjazd za 5 pln, Coca-Cola za 3 pln. Zabawa ? bezcenna.
Powitał na Billy Joel ?We didn?t start the fire?, las rąk, oraz obsługa szalejąca w tańcu za barem. W żadnej z ultramodnych lokali nie widziałem tylu uśmiechniętych, wyluzowanych ludzi. Śmierdziało co prawda potem i tanimi papierosami ale widać i komuniści potrafią świetnie się bawić. Do rana szaleliśmy przy obciachowych dźwiękach z przełomu lat 80 i 90. Red Box, Madonna, Technotronice. Fantastycznie!!!
W sobotę wybrałem się do pracy. Filipińczycy zmieniali jakieś transporty z Sapa, ale nie dałem się podpuścić i zamiast walidacji danych klepałem testy na prawo jazdy. Przerąbane zajęcie. Cały czas mam nadzieję na danie teorii za pierwszym podejściem. Zobaczymy.
Pod PKiNem zaczepił mnie daaawno nie widziany Marek. Pracowaliśmy razem w CC, ja odeszłam donikąd, on do USA. Teraz wrócił ze swoim wymarzonym kapitałem do machinacji giełdowej. Razem powtórzyliśmy noc na Dobrej ? tym razem w jadłodajni Filozoficznej. Znowu kiczowata muzyka, znowu roześmiani współimprezanci.
Fantastycznie!!!
Niedziela w Centrum Janki. Po drodze słuchaliśmy CB ? zachwyciła mnie prośba jednego z TIRowców:
?Jak zobaczycie białego Forda Transita o rejestracji WIB xxxx ? przyblokujcie skurwysyna, bo straszny z niego przypał na drodze?.
Nas przyblokowała pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Kupiliśmy australijską akację, Congo Beige i obiad dla trzech osób. Faaajnie było.
Nauka hebrajskiego, zasad ruchu drogowego, Atomic Data Warehouse i remont wpędza mnie w depresję, zwłaszcza, że Ulka i kociaki 200 km stąd. Ale co tam. Będę miał ładne mieszkanie, bliźniaki i prawo jady. Będzie super (
wtorek, sierpnia 01, 2006
Ed Gein - Real American Psycho
www.zbrodnia.of.pl / mordercy / Gein Ed
http://www.houseofhorrors.com/gein.htm
http://www.houseofhorrors.com/gein.htm
Subskrybuj:
Posty (Atom)
