sobota, stycznia 27, 2007

Dzieciowe żaręłko

Chłopaki dorośli do jabłek, więc Ulka poszła do sklepu, kupiła jabłko i dała chłopakom. Przygotowanie jabłka dla trzymiesięcznego mężczyzny to jednak żmudny proces i po pierwszej sesji jabłecznej przerzuciliśmy się na produkty gotowe.

Jako, że Iwo dostał wysypeczki na łokietkach, więc słoiczki z breją jabłkową, marchewkową i sokami wylądowały w lodówce. Lodówkę zaś mamy zepsutą, więc nie ustawałem w molestowaniu Ulki, by pozwoliła mi spałaszować te cudności.

Uległa i okazało się, ze wszystkie pulpy dla maciupków mają smak jabłka z marchewką i bananem. Najpyszniejszy jest mus jabłkowy. Lekko kwaśnawy, idealnie jedwabisty. Poezja po prostu, niestety w małym opakowaniu. Porażką natomiast kulinarną okazał się marchewka – mus marchewkowy z gipsem, tak bym określi smak. Okazuje się, że jest tam 70% marchewki i 30% ryżu. Pewnie to ryż nadaje produktowi posmak kanapki jedzonej w niewietrzonym pokoju podczas remontu generalnego.

sobota, stycznia 20, 2007

Dom

Larysa nam się spodobała. Sypialnie dla chłopaków, sypialnia dla nas, wielki, przeszklony salon.
Pozostaje tylko ustalić kosztorys.


sobota, stycznia 13, 2007

Pierwsza krew


Zachciało mi się obcinać iwowe paznokcie po zmroku.
No i mimo rzęsistego oświetlenia spod sufitu razem z paznokciem obciąłem kawałek opuszka. Żeby było jasne - kawaląteczek skórki, tak mały, że Iwo nawet się nie popłakał. Podobnie jednak jak nos, opuszki są nieźle ukrwione. Na szczęście Malutek jeszcze nie wie, że prawdziwy mężczyzna na widok własnej krwi urządza wysokobudżetowe przedstawienie cyrkowe.

Potem chłopaki ćwiczyli leżenie na brzuchach. Szło im całkiem nieźle, choć ślinili się jak malutkie buldogi.

środa, stycznia 10, 2007

Bangalore

Przeczytałem właśnie "Czerwony Dywan. Opowieści z Bangalore". Z outsourcerami z Indii mam kontakt na codzień, bywa że na callach z Bangalore czy Hyderbadem wiszę parę godziny tygodniowo. Ciekawie było poczytać sobie jak oni tam żyją.



Książka to zbiór opowiadań. Większość z nich pointy nie ma, bardzo są też nierówne. Ale naprawdę sympatycznie się je czytało. Kilka wręcz świetnych.

Rutyna?

Czasu na pisanie brak, bo to w końcu tylko zabawa.

Mój typowy dzień wygląda mniej więcej tak:
6:00 ? dzwoni budzik
6:30 ? 7:00 krótka zabawa z kotką leżącą na pralce w łazience i prysznic
7:00 ? 7:30 robię herbatę, łóżko, czasami jem jogurt i przewijam chłopaków
7:30 ? 8:00 jadę do pracy, nie skręcając w lewo
8:00 ? 8:30 już w biurze ? sprawdzam stan danych w dla Europy Środkowej, Wschodniej Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki (cokolwiek to znaczy)
ok. 11:00 - Coffee Heaven, najczęściej White Choco Mocha
ok. 13:00 - obiad, czasem Wook, czasem menora, czasem WFC, czasem McD, czasem Greenway, czasem Sphinx, czasem Fresco, czasem nic.
17:00 ? o pół godziny za późno wyruszam do domu, nie skręcając w lewo
17:30 ? 19:00 bawię się z chłopakami, kotami i ? ostatnio ? uczę hebrajskiego (zachęcam też Ulkę, bo w kupie raźniej, zwłaszcza, że zajęcia przy synagodze chwilowo przegrały z bliźniakami).
19:30 - kąpiel
20:15 - święty spokój, kolacja, TV
21:30 ? 22:00 ksiązki
22:30 ? 3:00 sen
3:00 ? 3:30 karmienie
3:30 ? 6:00 sen