Dotarłem do domu i podjąłem próbę nauki angielskiego on-line w domu.
Próbę, niestety, niespecjalnie udaną. Sam już nie wiem co z tym począć. Z jednej strony lepiej wcześniej wrócić do domu, zjeść kolację, a potem zabrać się do nauki. Z drugiej strony wieczorem w pracy mogę się bardziej skupić na postępach w nauce.
Zobaczę.
Parę postów temu wspominałem o niedoszłym wyjeździe na Białoruś. Im więcej oglądam materiałów z kampanii wyborczej tym bardziej żałuję, że mnie tam nie będzie. Ulka martwi się nieco mniej, bo oczywiście oczami wyobraźni widziała już mój chudy zadek okładany nahajkami łukasznkowego OMONu (
wtorek, marca 07, 2006
brak czasu na wspomnienia :(
Sporo jest rzeczy, o których chciałbym napisać.
Ostatnio na przykład nachodzą mnie wspomnienia z dzieciństwa przedszkolnego i wczesnoszkolnego (jak jakiegoś dziadka na łożu śmierci). Myślę, że znam winnego.
Dostałem od Ulki książkę Samo-loty Marka Stokowskiego. Chyba nawet o niej coś tu pisałem. Przesłanki do mojej nostalgii kryją się na drugim planie powieści, szczerze żałują, że nie mam czasu by się nad nimi pochylić i spróbować opisać.
Może w weekend przysiądę.
Ale raczej na magisterium (znowu?), a nie nad blogowymi pierdami.
Ostatnio na przykład nachodzą mnie wspomnienia z dzieciństwa przedszkolnego i wczesnoszkolnego (jak jakiegoś dziadka na łożu śmierci). Myślę, że znam winnego.
Dostałem od Ulki książkę Samo-loty Marka Stokowskiego. Chyba nawet o niej coś tu pisałem. Przesłanki do mojej nostalgii kryją się na drugim planie powieści, szczerze żałują, że nie mam czasu by się nad nimi pochylić i spróbować opisać.
Może w weekend przysiądę.
Ale raczej na magisterium (znowu?), a nie nad blogowymi pierdami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
