piątek, grudnia 22, 2006

Grom na kawie

Od czasu do czasu bywamy z kumplem z pracy na kawie w Coffee Heaven na parterze Rondo One. Zauważyliśmy ostatnio, że pod budynkiem parkuje często czarny Jeep Commander. Specyficznego uroku dodaje my rejestracja WO GROM i wysoki, krótko ostrzyżony koleś za kierownicą. Sporo czasu spędzamy na jałowych rozważaniach, czyja to limuzyna i jak bardzo znudzony musi być żołnierz Gromu wożący tyłek jakiegoś ważniaka.
Ale żona żołnierza na pewno sobie chwali taka odmianę w życiu rodzinnym ? zapewne wizja męża pod Rondo One jest lepsza od wizji męża w Zielonej Strefie.

wtorek, grudnia 19, 2006

Płukanie

Wczoraj Ulka wybrała się na Babel. Grają tam Brad Pitt i Cate Blanchett. Ja zostałem na wieczór z chłopakami. Trochę już ich znam, więc nie miałem zbyt ambitnych planów. Ot, ugotować sobie na następny dzień obiad. Minimalistyczny ? dal tadka i ryż. Naprawdę minimalistyczny:
Opłukać i ugotować ryż, opłukać i ugotować soczewicę. Podsmażyć na ghee czarną gorczycę, kmin, czosnek, imbir i liście curry. Razem roboty na kwadrans - bo ryżu i soczewicy nawet mieszać nie trzeba.

Przez trzy godziny zdołałem jedynie wypłukać ryż. Ech, bliźniaki.

Kolega przy biurku obok właśnie planuje podróż służbową na początek stycznia. Tournee szkoleniowe ? Stambuł, Bukareszt, Frankfurt, Dubaj, Genewa. W każdym mieście dwa ? trzy dni, bez powrotu do Polski. Niezły ma rebus.
Nieustannie żałuje olania tego assignmentu, ale bliźniaki chyba by Ulkę zamęczyły gdybym ją zostawił z nimi samą.
O! Na trasie przybył Sztokholm ? na samym początku, przed Stambułem.

czwartek, grudnia 07, 2006

Prawdziwa twarz urzędów

Strasznie to demaskatorsko zabrzmiało, a niepotrzebnie.
Wiem, wiem mam klawisz "Del", ale jednak nie skorzystam, może sensacyjny tytuł skusi jakiegoś web-surfera i powiększy moje (nieistniejące na razie) dochody z AdSense.

Do rzeczy. Odebrałem wreszcie prawo jazdy.
Pierwsze podejście nastąpiło we wtorek. Zadzwoniłem w poniedziałek do urzędu, który mimo że ma całkiem rozbudowaną stronę internetową, nie umieścił na niej godzin przyjmowania interesantów. Przez telefon sympatyczna urzędniczka poinformowała, że pracują do 18:00.

Ucieszony, że prawo jazdy już mam już w połowie kieszeni we wtorek pożyczyłem od kolegi z pracy kartę parkingową i odebrałem krótkie szkolenie jak dojechać z domu na firmowy parking bez skręcania w lewo na dużym skrzyżowaniu. Strasznie podekscytowany pojechałem na Wiktorską. A na Wiktorskiej pocałowałem ochroniarza w klamkę. Wirtualnie pocałowałem, bo nie otworzył mi nawet dźwiękoszczelnych drzwi, kiedy odpowiadał na moje pytania. Okazało się, że pracują do 18:00 ale w poniedziałki. Ponieważ w poniedziałek zapytałem, więc dostałem poniedziałkową odpowiedź. Sam jestem sobie winny.

Drugie podejście zaliczyłem dziś ? we czwartek. Tym razem sukces. Wchodzę do pomieszczenia z czterema okienkami, w jednym siedzi biurewka i wypełnia jakieś formularze pod osłoną tabliczki okienko nieczynne. Olewając tabliczkę chciałem się upewnić, że mam wystarczające środki i materiały do odbiory długo wyczekiwanego dokumentu. Ale biurewka odszczekuje, że okienko nieczynne. Pozostałem trzy są puste?

Od urodzenia chłopaków, a i jeszcze przed nim trochę się po urzędach pouganiałem. Bezustannie zaskakiwały mnie uprzejmością pracowników. Dobrze, że w końcu ktoś sprowadził mnie z powrotem do parteru.

W końcu jednak prawo jazdy odebrałem. Faszyści co prawda ograniczyli mi jego ważność do 10 lat, ale co tam. Zapewne winne są okulary, jakby tym bez wady wzroku oczy się nie psuły. Wydaje się wręcz, że okularnicy są bardziej świadomi swoich ograniczeń i od czasu do czasu u okulisty bywają, więc pogłębianie się wady wzroku raczej nie umknie ich uwagi.

No, nic. Dziś poszaleję po parkingu (