środa, listopada 30, 2005

Przed i w trakcie.

Jak zwykle mój reisefieber spowodował, że na lotnisku znalazłem się o godzinę za wcześnie. W dodatku właśnie ogłosili, że samolot będzie opóźniony o co najmniej pół godziny. A ściślej mówiąc, że za pół godziny podadzą następny komunikat. Podobno jeszcze nie wrócił z Genewy, ale niedługo wyląduje. Szkoda czasu, który mógłbym spędzić na miejscu, wiele go w końcu nie mam.

Umówiłem się w Genewie z kuzynem, który podobno jest zapamiętałym imprezantem. Wygląda, że opinia o nim nie jest bezpodstawna, bo zaproponował spotkanie ok. 22:00. Ech, ci zachodniacy. Pracują za grube pieniądze, po pracy jedzą wielodaniowe obiady, a na miasto wychodzą tuż przed północą. Ciekawe jak są potem w stanie zarabiać grube pieniądze? Na kacu? Ale co ta za kac po drogim alkoholu i bez papierosów?

Wczoraj odbyłem pierwszą lekcje nauki prawa jazdy. Było całkiem zabawnie. Grupa liczy pięć osób. Julia ma na oko koło pięćdziesiątki i od dwudziestu lat prawo jazdy na traktor, zrobione jeszcze na uczelni. Tatiana to chyba jej córka i na razie nic ciekawego niej napisać nie mogę. Trzecia uczestniczka ? chyba Julia ? ma emploi nielegalnej imigrantki z byłego ZSRR, nos jak bokser i pewność siebie charakterystyczną dla osób z półświatka. Bardzo jednak delikatnie to akcentuje. Zamierza zakończyć kurs do 9 stycznia. Powodzenia jej życzę. Czwarta uczestniczka się nie ujawniła, a piąty jestem ja.
Zrobiłem trochę notatek, ale zapomniałem ich ze sobą zabrać (bo i po co? Nie spodziewałem się opóźnień w podróży do ojczyzny Punktualności).

Chyba dla zabicia czasu spróbuję się połączyć z netem przez lotniskowe wi-fi. Ciekawe jakie dane można ukraść z mojego komputera ;)



No i już jestem nad Czechami. Tak przynajmniej przypuszczam. Maleńki ERJ-145 całkiem zwinnie wskoczył na wysokość przelotową. Tym razem lęki lotnicze mnie nie dotknęły. Czyżbym Lotowi ufał bardziej niż innym?

W pokładowej gazetce zdążyłem przeczytać o orangutanach, ich talerzach policzkowych oraz macierzyństwie. Wciągnąłem też artykuł o Indiach ? było tak kilka całkiem trafnych obserwacji. Może je dokleję na końcu tego wpisu. Oprócz tego poznałem historię eskimoskiej parki oraz różnice między nią a anorakiem.



W słuchawkach nadal Garyatri Mantra. Trwa 55 minut, więc zdołam przesłuchać ją dwukrotnie. Ku mojemu zaskoczeniu podali całkiem sympatyczny posiłek, ale żeby go zjeść musiałbym być ekwilibrystą, kontrosjonistą albo co najmniej perfuzjonistą (no, może ta ostatnia profesja niewiele by pomogła ale fonetycznie mi pasowała do wyliczanki). Najwyraźniej za dużego mam laptopa, jednak pisanie na Palmie nie jest zbyt wygodne. Przyjdzie zresztą na to czas kiedy mi baterie padną.

Nie mam już koncepcji na dalsze pisanie, a przed nami jeszcze jakieś półtorej godziny w powietrzu. Zajrzę na pl.rec.lotnictwo.

O! Jakiś trzysilnikowy KLM pod nami przeleciał. Dzięki RVSM całkiem blisko przeciął nasz kurs, dzięki czemu wrażenie prędkości było ogromne. Leciał pod kątem jakichś 45 stopni (z godziny 1). SUPER!!!

Piję oczywiście sok pomidorowy i agryzam Tobleronką ;)
Wygląda, że znaczna część pasażerów to moi koledzy z pracy. Osaczają mnie nasze korporacyjne gadki?

poniedziałek, listopada 28, 2005

Jazdy i wyjazdy.

Jazdy i wyjazdy.

Jutro idę na pierwsze zajęcia przygotowujące do zdobycia prawa jazdy. Uwierzyć wręcz nie mogę.

Pojutrze natomiast lecę do Genewy. Na jeden dzień. Cały czas się zastanawiam czy nie przedłużyć pobytu żeby sobie z Iwem poimprezować. Ale chyba sobie daruję. Nie pierwszy i nie ostatni pobyt w Genewie, a nie chcę przewalać pieniędzy przed świętami.

wtorek, listopada 08, 2005

Świat idealny

Świat idealny?
Interesujący sposób na życie i pracę w korporacji. Zastanawiam się jak rozegrać moją karierę, żeby pójść pójść jego ślady.
Na szkoleniu z rozwoju personalnego mówiono, że na rozważania o swojej karierze zawodowej należy poświęcać ok. 10% czasu pracy jeśli chce się poważnie myśleć o rozwoju.
Muszę policzyć ile czasu spędzam ja.

PS
Posta wysyłam za pomocą add-inu do Worda.