wtorek, września 19, 2006

Windows z hamulcami

Od dłuższego czasu mam straszne problemy z komputerem. Zwalnia niemożebnie, czasami się zupełnie wiesza, oraclowe querasy kręcą się trzykrotnie dłużej niż powinny. Katastrofa.
Po części sam jestem sobie winien, bo mam na zainstalowane całe mnóstwo programów, które różne rzeczy mi ułatwiają i uprzyjemniają, ale jako całość strasznie zamulają Windows (

W tej chwili mój system jest najwyraźniej w fazie terminalnej, bo nie sporo programów mi odmówiło posłuszeństwa dokumentnie. Nie mogę przeinstalować Javy, bo zablokowałem sobie hasło intranetowe. Nie mogę wchodzić do naszych narzędzi raportujących, nic CHOLERA nie mogę!!!

Jeśli miałbym być zupełnie szczery, to aż tak mi to nie przeszkadza. Czas oszczędzony dzięki niemożności korzystania z większości narzędzi spędzam na płodzeniu zaległych maili, które wypełniam korporacyjnymi ogólnikami (bo do konkretów dostępu nie mam). Życie umilam mi muzyka z www.bollywood.mu, którą nieco ostatnio zaniedbałem na rzecz dźwięków arabskich.

Wspomniany parę postów temu film z Kajol i Shah Rukh Khanem był dosyć oldskulowy, muyka była wręcz całkowicie olskulowa. Prawdzie Bolly w stylu Laty Nameśki, a nie jakiś dance?owy chłam.

Cieszę się, że niedługo zobaczę się z lokatorami ulkowego brzucha, boję się tego spotkania, doczekać nie mogę. Sam już nie wiem, co jest najsilniejsze.

poniedziałek, września 18, 2006

On-line'owy decyzje

Zwariować można od tych wszystkich decyzji. Jakie foteliki, jaki wózek, jakie łóżeczko. Którą wanienkę wybrać, i tak bez końca.

Z wózkiem mieliśmy najmniej problemów, mimo że to chyba najdroższe akcesorium z całego wachlarza naszych zakupów. A to dlatego, że wózków dla bliźniaków mieliśmy do wyboru trzy. Jednen był koszmarnie brzydki, drugi koszmarnie drogi i ciężki, więc wybraliśmy trzeci. Wybór wózka zaź implikuje wybór fotelików samochodowych, więc dwie decyzje załatwione jednym zakupem :)

W telewizji u Szymona Majewskiego fantastyczna parodystka Jandy. Za Majewskim nie przepadam, ale chyłkiem często się pry jego programie uśmiewam.

Wczoraj się ostrzygłem, bo byłem już tak żenująco puchaty, że ho, ho!

Piszę bezsensowne brednie, bo Ulka zabrała mi kabel do modemu, a drugi jest w szafce. Ja zaś jestem tak zaspany, że nie chce mi się tyłeczka ruszyć (

niedziela, września 17, 2006

Kostek

Oczywiście jak to noworodek miła poważne, badawcze spojrzenie.
Już chyba kiedyś o tym wspominałem, że kilka, kilkanascie dni po urodzeniu dzieci mają przerażająco wręcz dorosłe oczy. Patrząc w nie łatwo uwierzyć w reinkarnację. W myśl tej teorii po jeszcze przez pewien czs po narodzeniu pamiętamy poprzednie życie, które jednak jest zacierane przez nowe wrażenia i "stare" wspomnienia blankną aż do zupełnego zaniku.

Najważniejsze było jednak to, że spotkanie z Magą, Gruchą i Kostkiem było kolejnym spojrzeniem w przyszłość. Bardzo bliską zresztą.

Swoją drogą niezły numer z Kostkiem, nasze bliźniaki znają go jeszcze sprzed narodzin, dzięki szkole rodzenia i ciągłych telekonferencji Ulki z Magdą.
Dodatkow, to że Magda wyprzedza nas o te parę tygodni daje nam wsparcie i wgląd w to, co spotka nas wkrótce. Wydaje się, że Ulka ma dzięki temu troszeczkę lżej, bo wie czego się spodziewać. Mniej więcej oczywiście.

Pozytywem było to, że rodzice Kostka nie wyglądali na ludzkie wraki. Wątpiłem, że ich to spotka, ale moi kochani koledzy z pracy bezustannie prezentują mi rodzicielstwo jako permanentny koszmar. Co jednak mogą wiedzieć o rodzicielstwioe skoro nie mieli bliźniaków?

;)

Crossing the Bridge

Wchodzi do Warszawskich kin 6 października, ciekawe czy zdążymy bez chłopaków?
Pewnie tak, bo termin jest na 23 :)



Życie jest muzyką

środa, września 13, 2006

Poranek w rzeźni

Zaciąłem się dziś przy goleniu. Ranka malutka, szerokość ostrza więc znacznie poniżej milimetra, długość milimetry dwa. Tyle co nic, nawet nie poczułem.

Problem w tym, że rankę miałem w nosie (nie, nie goliłem sobie włosów w nosie ? choć włochaty jestem w każdym zakamarku). Przez pierwsze parę minut po prostu zmywałem ranę wodą. Woda ciepła, a nos ukrwiony, więc po chwili stałem w wannie rodem z Tarantina. Płynęło i płynęło. Wezwałem Ulkę na pomoc, ale po kwadransie i tak chciało mi się mdleć tyle tego kapało. Krew jasnoczerwona, leciała powolutku, ale nieprzerwanie. Jak u hemofilityka. Władowałem do nosa tampon, potem Ulka przyłoiła mi prosto do dziurki Acutol. A krew jak płynęła, tak płynęła. Co gorsza rano mam ataki kichctwa, więc jeśli nawet coś krzepło, to wściekłe smarknięcie zrywało więzy między zebranymi płytkami krwi. Zastanawiałem się nawet nad pracą z domu. Niestety nie miłałem tokena, więc i tak musiałbym się do biura pofatygować.

W końcu ratunkiem okazał się mikrokawałeczek papieru ? znowu rada Ulki. Niby sposób z komedii, ale działający.

Potem w pracy nic lepszego mnie już nie spotkało.


Na obiad zjadłem mrożonego kurczaka z cukinią i kardamonem, na deser zaś wypiłem machiatto caramello (czy jakoś tak). Pychotki.


sobota, września 09, 2006

Kostkowy wieczór pępkowy

Piszę ten post dwa tygodnie po imprezie pępkowej, ale ustawię wsteczną datę dla zachowania chronologii.

Dzień po urodzinach Konstantego, przyszłego profesora, zadzwonił Gruch i powiedział, że w piątek pijemy wódkę. Magda z dzieciątkiem została pod opieką rodziców, a tata opijał potomka.

Z początku trochę się obawiałem tego wieczoru, bo mało kogo spośród współpijących znam, a i za wódką nie przepadam. Wbrew moim obawom wieczór wypadł znakomicie. Grucha postawił wielki kamionkowy garnek ogórków, smalec i pysznych chleb. Z wódką komponowało się jak znalazł.

Kiedy już zapasy się skończyły okazało się, że większość gości to muzykanci. Wyciągnęli dziwaczne instrumenty i zagrali. Zapis dźwiękowy w niskiej jakości wklejam poniżej:

(może później plik wkleję)

W efekcie pijaństwa i muzyki nie odbierałem telefonu, a jak już na niego spojrzałem miałem KILKANAŚCIE nieodebranych połączeń od Ulki. To oznaczało kłopoty :)

czwartek, września 07, 2006

An Abandoned City

Niedawno czytałem, że Rosja jest gotowa do podjęcia nowego wyścigu zbrojeń. Jedą z przesłanek jest pomysł budowy elementów tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej.

Trudno może zrozumieć, dlaczego system OBRONY przeciwrakietowej miałby komuś zagrażać. No, chyba, że pomysłom by walnąć niepostrzeżenie rakietą. Nie od dziś jednak wiemy, że przestrzenie duszy rosyjskiej są nieodgadnione.

Wracając do nowej zimnej wojny. Zawartość linka poniżej pozwala na optymizm w kwestii rosyjskich możliwości:
English Russia ? An Abandoned City