Dostawa umówiona była między 18 a 22. Dosyć szerokie te widełki, ale nich tam. Kolesie pojawili się oczywiście dwadzieścia minut przed końcem delivery window. Co tam.
Już na powitanie, zamiast "dobry wieczór" usłyszałem, że lodówka nie mieści się do windy. Zaskoczyli mnie ty (czyżby?), bo mieliśmy identyczną lodówkę w kuchni i windą wjechała bez problemów i otarć. Zjechałem więc do nich, celem dokonania wizji lokalnej. Po drodze dowiedziałem się, że fantastyczna sieć sklepów Saturn gwarantuje wniesienie sprzętu do czwartego piętra, a co powyżej to już kwestia dogadania się z cieciami, bo oni - Saturn - cennika nie mają.
Zawodnicy okazali się burakami pierwszej wody i słowa uprzejmość nie słyszeli przenigdy, jak sądzę. Przez parę minut przekonywałem ich, że lodówka wejdzie bez problemu, oni zaś namawiali mnie do podpisania oświadczenia, że nie będą odpowiadali za jej uszkodzenie jeśli wcisną ją przez drzwi windy po zdjęciu opakowania zabezpieczającego. Zaproponowałem im elegancko i owijając w bawełnę, żeby się walili i zabierali lodówkę. W końcu sklep dla idiotów ma to samo po tyle samo, a sklepy internetowe znacznie taniej. Ostatecznie przekonałem ich, słowem "dobranoc" i skierowaniem się ku windzie.
Oczywiście, że się lodówka zmieściła.
Oczywiście, że buraki się zemścili.
Lodówkę wstawili tak, że nawet drzwi do mieszkania nie mogłem zamknąć, a na dokładkę - czego nie zauważyłem - wszystek styropian, karton i co tam jeszcze, zostawili pod moim drzwiami.
Oczywiście, że sklepy Saturn nie przyjmują skarg na swoich cieciów przez telefon. A w sklepie, jak przekonałem się następnego dnia, zaoferowano mi skserowany niechlujnie formularz reklamacyjny, bowiem mailem reklamacji też przesłać nie można.
Oczywiście, że ni kupię u nich nawet płyty CD-R za 2 złote.
No i zobaczymy co mi odpowiedzą na uprzejmą reklamację.