Samolot ukraińskich linii AeroSvit lecący z Warszawy do Kijowa jest wypełniony do ostatniego miejsca. Rozglądając się po kabinie i przysłuchując rozmowom nietrudno zgadnąć, że wszyscy nieomal pasażerowie wybierają się by obserwować powtórzoną drugą turę wyborów prezydenckich. Widać kilku polityków, znanych dziennikarzy. Stanowią żywe potwierdzenie wagi, jaką przykłada Polska do politycznych losów swojego wschodniego sąsiada.
Już pierwsze minuty na ziemi potwierdzają, że obserwatorzy są w Kijowie miłymi gośćmi. Przy specjalnie wydzielonych bramkach kontroli paszportowej widać oznaczenia licznych organizacji, które przyglądać się będą przebiegowi głosowania. Widać kanadyjskie czerwone liście klonu, błękitne kwadraty w przejściu dla obserwatorów OBWE, pasy i gwiazdy USAid. Uśmiechnięty pogranicznik w nieskazitelnie białej koszuli uśmiecha się do każdego i wita słowami: ?Na wybory? Serdecznie witamy na Ukrainie?. Słowa te powtarza setki razy, bowiem sama misja OBWE to ponad tysiąc osób.
Mimo, że jest to największa z misji, jaką kiedykolwiek Organizacja wystawiła ? 1370 obserwatorów (wobec 600 do obserwacji odbywających się rok temu wyborów w Federacji Rosyjskiej) wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane. Organizator ? warszawskie Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka przy OBWE ? zadbał o każdy szczegół. Ponieważ trudno było umieścić wszystkich uczestników w jednym hotelu pomiędzy lotniskiem a centrum Kijowa kursują specjalne autobusy. Każdy z przybyłych otrzymuje, tuż po odebraniu bagażu, kartkę z nazwą hotelu. Każdy hotel to kartka w innym kolorze. Ułatwia to przewodnikom kierowanie nowoprzybyłych do właściwych autobusów.
Droga z lotniska Boryspol jest dosyć monotonna, ot obstawiona z obu stron ogromnymi billboardami trzypasmowa szosa. Dziś większość z nich to reklamy usług bankowych, telefonów komórkowych i innej elektroniki użytkowej. Tylko nieliczne przedstawiają Wiktora Juszczenkę przytulającego na pomarańczowym tle dziecko. Jednak jak twierdzi Marek T**********, współpracownik fundacji kultury chrześcijańskiej Znak, który był tu na drugiej tirze wyborów to zupełnie inny widok niż ten sprzed miesiąca ? ?Z każdego z tych billboardów uśmiechał się przymilnie Wiktor Janukowycz, który za sprawą ukwieconej łąki i błękitnego nieba wyglądał jak Świadek Jehowy?.
Widać odwróciło się koło fortuny ? czy raczej portfele oligarchów. Po Ukrainie krążyła plotka, że kampania wyborcza Janukowycza kosztowała więcej niż kampania prezydencka George?a W. Busha. Trudno to jednak zweryfikować, bo szczegóły finansowania wyborów nie są na Ukrainie zbyt jasne.
W autokarach nawiązujemy pierwsze znajomości i zainteresowaniem słuchamy opowieści z poprzedniej tury wyborów, większość Polaków jest tu po raz drugi podczas tych wyborów. Słysząc o niezliczonych mniejszych i większych naruszeniach ordynacji wyborczej i szykanach wobec zagranicznych obserwatorów oprócz podekscytowania niektórzy zaczynają czuć też pewien niepokój. Nikt nie rozpatruje poważnie fizycznego zagrożenia, z pewnością jednak nasze nerwy, cierpliwość i przytomność umysłu będą wystawione w najbliższych dniach na próbę.
Wszystko to sprawia, że kiedy autobus dojeżdża na hotelowy parking pamiętamy jedynie nieliczne pomarańczowe wstążki zwisające z okien i furkoczące na antenach samochodów. Hotel ?Ruś?, który wybrała dla nas OBWE, wywołuje u mnie szeroki uśmiech. W krótkim kursie ukraińskiego, którego słuchałem w Warszawie z płyty kompaktowej dla odświeżenia znajomości języka nieustannie padały pytanie ?De hotel ?Ruś??. ?Oś win!?
I oto jesteśmy. W hole zanim jeszcze zauważymy recepcję rzucają się w oczy ogromne zdjęcia Madaleine Albright i Warrena Christophera, którzy mieszkali tu podczas oficjalnych wizyt na Ukrainie. Tuż obok umieszczone wielkie plakaty z wyczerpującymi informacjami dotyczącymi rozkładu dnia dla obserwatorów. Widzimy też, nazwy miejscowości, do których trafimy. Mnie przypadły Sumy. ?Miasto Juszczenki, dobrze trafiłeś?, słyszę zza pleców. Ja myślę o tym, że to niewielka miejscowość na zapadłej prowincji pod rosyjską granicą. Pamiętam też telewizyjne migawki z szarpaniny krótko ostrzyżonych mężczyzn w czarnych skórzanych kurtkach z miejscowymi obserwatorami z ramienia bloku ?Nasza Ukraina?. Nie ma jednak wiele czasu na rozważanie wad i zalet tego przydziału, bo uśmiechnięte hostessy z identyfikatorami OBWE kierują nas do wind.
Na ósmym piętrze zaaranżowano punkt rejestracji obserwatorów, gdzie płacimy za pobyt w hotelu i dostajemy lniane terby zawierające pełen zestaw materiałów, od długopisów po anglojęzyczną wersje ukraińskiej ordynacji wyborczej. Przy stoliku widzę głównego logistyka misji, Irka S************. Na mój widok wymownym ruchem ręki pokazuje, że roboty ma po uszy. Nic dziwnego. Żadna wcześniejsza misja nie była przygotowywana w takim pośpiechu, nigdy też nie trzeba było obsłużyć jednorazowo tak licznej ekipy.
Z pokoju roztacza się widok na wielki Stadion Republikański, dalej widać dachy nowoczesnych apartamentowców. Ich architektura więcej jednak ma wspólnego z socrealizmem niż stalą i szkłem pokrywającym podobne budynki na Zachodzie. Miłym zaskoczeniem jest elegancka toaleta ? cała ceramika pochodzi z Polski. Każda chyba elegancka łazienka na Ukrainie jest wyposażona w produkty kieleckiego Cersanitu. Szybki prysznic i ruszamy w kierunku Chreszczatiku. To tylko dziesięciominutowy spacer, ale po drodze dopada nas głód i zmęczenie, a że na dworze mróz zamawiamy w ulicznym barze talerz pielmnieni i butelkę ukraińskiego piwa. Do okienka co chwila podchodzą przechodnie i zamawiają pięćdziesiątkę wódki, rzadziej kawę w plastikowym kubku. Wszyscy jednak słysząc nasze rozmowy z uśmiechem wznoszą toast za Polskę!
