No i w piątek byliśmy na kolacji z amerykańskimi emerytami.Zgodnie z moimi stereotypowymi oczekiwaniami okazali się grupą wesołych, bywałych w świecie staruszków. oprócz standardowej Europy i Meksyku mieli już za sobą Chiny, Indie, prawie całą Amerykę Łacińską (w tym Środkową).Tym razem wybrali się do Europy środkowej i są nią zachwyceni. Trochę martwiło nas to, że po Warszawie jechali do Pragi Budapesztu (bo szkaradny Kraków nie ma przy naszej warszawce szans). Interesujący był sosób organizatorów na żywienie czeredy staruszków. Mimo, że mieszkali w ekskluzywnym hoelu Radisson SAS, to na obiady chodzili do prywatnych mieszkań, często do rodzin w których nikt nie znał angielskiego. Zamorskie towarzystwo było tym pomysłem zachwycone.
Jedzenie w Chlopskim Jadle (Jedle?). świetne. Nie wszystko jest idealne, ale mnóstwo potraw smakuje zupełnie jak u mamy. Obsługa przesympatyczna, u prgu wita gości (domniemany) właściciel. Wnetrze zaś to idealna wsiowa chałupa, żywcem wyjęta ze skansenu. Ilość gadżetów nie przytłacza, w tke słychać ściszoną muzykę ludową. Jest tam nawet bar sałatkowy z kiszoną kapustą z beczki i ogórkami w kamionkowych garnkach.
Wracam do roboty.
Jedzenie w Chlopskim Jadle (Jedle?). świetne. Nie wszystko jest idealne, ale mnóstwo potraw smakuje zupełnie jak u mamy. Obsługa przesympatyczna, u prgu wita gości (domniemany) właściciel. Wnetrze zaś to idealna wsiowa chałupa, żywcem wyjęta ze skansenu. Ilość gadżetów nie przytłacza, w tke słychać ściszoną muzykę ludową. Jest tam nawet bar sałatkowy z kiszoną kapustą z beczki i ogórkami w kamionkowych garnkach.
Wracam do roboty.
