sobota, kwietnia 30, 2005

Emerycka kolacja.

No i w piątek byliśmy na kolacji z amerykańskimi emerytami.Zgodnie z moimi stereotypowymi oczekiwaniami okazali się grupą wesołych, bywałych w świecie staruszków. oprócz standardowej Europy i Meksyku mieli już za sobą Chiny, Indie, prawie całą Amerykę Łacińską (w tym Środkową).Tym razem wybrali się do Europy środkowej i są nią zachwyceni. Trochę martwiło nas to, że po Warszawie jechali do Pragi Budapesztu (bo szkaradny Kraków nie ma przy naszej warszawce szans). Interesujący był sosób organizatorów na żywienie czeredy staruszków. Mimo, że mieszkali w ekskluzywnym hoelu Radisson SAS, to na obiady chodzili do prywatnych mieszkań, często do rodzin w których nikt nie znał angielskiego. Zamorskie towarzystwo było tym pomysłem zachwycone.
Jedzenie w Chlopskim Jadle (Jedle?). świetne. Nie wszystko jest idealne, ale mnóstwo potraw smakuje zupełnie jak u mamy. Obsługa przesympatyczna, u prgu wita gości (domniemany) właściciel. Wnetrze zaś to idealna wsiowa chałupa, żywcem wyjęta ze skansenu. Ilość gadżetów nie przytłacza, w tke słychać ściszoną muzykę ludową. Jest tam nawet bar sałatkowy z kiszoną kapustą z beczki i ogórkami w kamionkowych garnkach.
Wracam do roboty.

piątek, kwietnia 29, 2005

Efes.

Już chwilę po przebudzeniu wiedzialem, że dzień idzie na zmarnowanie. Zatkana lewa dziurka w nosie, ucisk w zatokach i pulsowanie lewej gałki ocznej.
Migrenka jak marzenie. A własciwie to jak koszmar.
Co gorsza w pracy nie mialem swojej ulubionej Soplapdeinki i musiałem zadowolić się Panadolem. Gówno pomógł nota bene.
Na pocieszenie postanowilismy, mimo wątpliwosci, wybrać się ze znajomymi do restauracyjki Efes na kebab. Całkiem nieźle się trzymałem, zdzierżyłem nawet dyskusje o ultradrogich mieszkaniach na ultraplastikowym osiedlu. Sądząc z miny Maćka on to gorzej ode mnie znosił. Pewnie dlatego, ze już go nogi swędziały do kopania piłki o 20.

środa, kwietnia 27, 2005

Komunikacyjna pętla czasu.

Spóźniłem się dzis na autobus o 7:59. Ruszylem wiec truchcikiem do metra. Pociag przyjechal prawie od razu, dojechalem wiec szybko do Centrum.
Znowu truchcik do tramwaju, gdzie spotkalem kanara i skonczylem czytac TransAtlantyk.
Na R. Waszyngtona dotarlem 8:20, po trzech minutach bylem juz na przystanku autobusu, ktory gonilem. O dziwo spoznilem sie. Za diabla nie moge zrozumiec jakim cudem, bo autobus jedzie zwykle NIEMOZEBNIE wolno, robi objazdy i ostatnie kilka przystankow przed R. Waszyngtona stoi w koru. Niewykluczone, ze wreszcie skonczyli remont skrzyzowania Francuskiej ze Zwyciezcow (pyszny kebaba tam maja, podobniez najlepszy w Warszawie).
Co dziwniejsze kiedy wsiadlem do nastepnego autobusu przyjechalem na miejsce 15 minut wczesniej niz zwykle, czytajc po drodze Łagodną Dostojewskiego.
Jak u Lema nieomal :)
Teraz jem paczka z chalwa, pije kapuczino i dumam o urlopie. Bo chyba przed pierwszym maja go do grafiku sobie wpisze. Co najlepsze moge skopojnie wziac trzy tygodnie ciurkiem.
HURRRA!!!

wtorek, kwietnia 26, 2005

Pensyjka, zakupy i wizyta.

No, dostałem swoją pierszą korporacyjną pensjykę. Satysfakcjonującą :)
Żeby to uczcić wybrałem się na zakupy i kupiłem fajowskie khakis, różowe gejowskie polo, trzy pary skarpetek i trzy pary pastelowych boxerek. Boxerki chciałem we wściekłych kolorach plażowych ale Ulka była wobec ich kolorystyki sceptyczna :(

Moja znajoma z Ann Arbor wybiera się do Krasnodaru - miasta, w którym obserwowaliśmy półtora roku temu wybory parlamentarne. Na pocieszenie (bo sam bym się chętnie tam z Ulą wybrał) przysyła mi czwórkę swoich znajmoych. Sapotykamy się z nimi w jakiejś restauracji w sobotę.
Ciekawe co z tego wyjdzie, bo to pewnie jacyś zawodnicy ok. sześćdziesiątki - radośni amerykańscy emeryci.

Fajnie będzie :))

Labirynt.

No i siedze znowu w sali z trzema klamkami na każdych z trzech drzwi.
Tyle, że tym razem nie jest to rozmowa w sprawie pracy a prezentacja aplikacji obsługującej costam.

Cholerne XP, a moze moj laptop, ktory ma jakies dziwne schizy przy wpisaywaniu polskich liter na tej stronie. Zaraz po jakims polskim znaku diakrytycznym zabiera sie za publikacje posta.
BTW
Wyglada, ze powoli relaksuje sie w tym hiperproduktywnym otoczeniu na tyle, zeby powrocic do blogowania. Jezeli znajde czas w wknd to postaram sie uzupelnic braki z ostatniego miesiaca.
Niezly to zreszta paradoks, ze kiedy dzieja sie rzeczy warte odnotowania to brak czasu na ich opisywanie.

niedziela, kwietnia 10, 2005

Brak wpisów.

Nie pisałem przez półtora tygodnia. Działo się co niemiara, ale nie miałem ani czasu, ani dostępu do internetu.

Nie mam pewnosci, czy jest sens opisywac zdarzenia miedzy WielkaNoca a dzisajem.

piątek, kwietnia 01, 2005

Prima Aprilis

Wpis powstaje ze sporym opoznieniem, wiec wspomnienia ujme raczej haslowo.
Zeby ulatwic nam transport przyjedzdzaja po nas do warszawy anka z Robertem. Jakos sie miescimy, koty sa w miare spokojne, dopiero pod Kielcami Mira zaczyna pochlipywac. Az sie bałem, ze chce jej sie siusiu i nie zdarzymy.
Tuz za Warszawa, w Jankach, wcinamy z Ulka FishMac menu, a Robert palaszuje caly pek hot-dogow z IKEA.
W Kielcach siedzialem z rodzicami, odwiedzalem siostre, a wieczorami uprawialem alosny pseudoclubbing.
1 kwietnia przybyla czesc gosi. Impreze zaczelismy w miescie, w CKMie zmrozona Wyborowa, potem u Anki Luksusowa.

Fajnie bylo.

Niedziel zaczalem w calkiem nielym stanie, wspomaganym rozliczymi tabletkami Solpadeine

...cdn...