wtorek, stycznia 31, 2006
Druga jazda

Dziś to już prowadziłem jak Chuck Norris.
Dotarłem do trzeciego biegu, zatankowałem i użyłem wycieraczek.
Łzy Chucka Morrisa leczą raka.
Chuck Norris nigdy nie płacze.
Wiedza, którą zdobyłem dziś:
- pod koniec hamowania warto wcisnąć sprzęgło, żeby nie zgasł silnik
- po zmianie biegu można od razu puścić sprzęgło, pod koniec zaś tego procesu warto zacząć wciskać gaz
- na światłach wrzucić luz, a kiedy się kończą wskoczyć na jedynkę
- jedynka służy do ruszania (to już złota myśl Ulki)
Eeech, blachosmrody
piątek, stycznia 27, 2006
Pierwsza prawdziwa jazda
W końcu pojechałem.
Ulka wspominała, że podczas pierwszych jazd czuła się jakby jechała w tunelu. Nie było miejsca na pobocze, ani tym bardziej znaki drogowe. Z czasem widzenie tunelowe ustępowało i powoli ściany tunelu stawały się przezroczyste.
Teraz doskonale rozumiem co miała na myśli.
Tyle, że za pierwszym razem nie było mowy o tunelu. Byłem raczej w kuleczce, z której wystawały nogi i ręce. Oznacza to ni mniej ni więcej, że nie byłem pewny czy wciśnięcie gazu powoduje wzrost prędkości czy też nie. A może chodziło o brak kontroli na stopą?
Sam nie wiem, taki byłem podekscytowany.
Mam też nieodparte wrażenie, że zarówno gaz jak i hamulec są o wiele zbyt czułe. Zwłaszcza gaz.
W sumie zrobiłem małe kółko Łowicką, jakąś, Wołoską, Boboli i Batorego.
Całkiem nieźle było, ale mam świadomość, że to dzięki delegacji taktyki, nawigacji i strategii na instruktora.
Ulka wspominała, że podczas pierwszych jazd czuła się jakby jechała w tunelu. Nie było miejsca na pobocze, ani tym bardziej znaki drogowe. Z czasem widzenie tunelowe ustępowało i powoli ściany tunelu stawały się przezroczyste.
Teraz doskonale rozumiem co miała na myśli.
Tyle, że za pierwszym razem nie było mowy o tunelu. Byłem raczej w kuleczce, z której wystawały nogi i ręce. Oznacza to ni mniej ni więcej, że nie byłem pewny czy wciśnięcie gazu powoduje wzrost prędkości czy też nie. A może chodziło o brak kontroli na stopą?
Sam nie wiem, taki byłem podekscytowany.
Mam też nieodparte wrażenie, że zarówno gaz jak i hamulec są o wiele zbyt czułe. Zwłaszcza gaz.
W sumie zrobiłem małe kółko Łowicką, jakąś, Wołoską, Boboli i Batorego.
Całkiem nieźle było, ale mam świadomość, że to dzięki delegacji taktyki, nawigacji i strategii na instruktora.
czwartek, stycznia 26, 2006
Chuck Norris zawsze uprawia sex na pierwszej randce. Zawsze.
Znak miejsca dla inwalidów nie oznacza miejsca, gdzie mogą zaparkować inwalidzi. Oznacza miejsca, które należą do Chucka Norrisa i jeśli na nich staniesz zostaniesz inwalida.
Symetria
Zadzwonił do mnie Michał i z miejsca sfrustrował. Jak zwykle zresztą.
Kiedy ja znalazłem pracę w Korporacji, on wyjeżdżał do Libanu. Teraz ja przeszedłem gruntowne szkolenie z Oracle 10i, a on w tym czasie siedział w Liberii pod granicą ze Sierra Leone.
Cóż za symetria?
Miałem zamiar napisać jeszcze coś o tym, że i moja i jego sytuacja ma zalety i wady.
Niestety muszę wracać do pracy (
Kiedy ja znalazłem pracę w Korporacji, on wyjeżdżał do Libanu. Teraz ja przeszedłem gruntowne szkolenie z Oracle 10i, a on w tym czasie siedział w Liberii pod granicą ze Sierra Leone.
Cóż za symetria?
Miałem zamiar napisać jeszcze coś o tym, że i moja i jego sytuacja ma zalety i wady.
Niestety muszę wracać do pracy (
środa, stycznia 25, 2006
Słodkie małe stworzonka
Strona jest tak słodka, że pić przy niej espresso bez cukru
Cute Overload! ;)
Cute Overload! ;)
Pierwsza (prawie) jazda
Irytuje mnie nieodmiennie, że najlepsze pomysły na wpisy (nie tylko wpisy) mam w wannie bądź w autobusie. Niby mógłbym pisać na palmtopie, ale jakoś mały ekranik zabija we mnie natchnienie (szukałem mniej egzaltowanego słowa ale po całodziennym obcowaniu z informatyzacją nie znalazłem).
Wczoraj odbyłem pierwszą praktyczna lekcję jazdy samochodowej. Niestety znowu skończyło się na teorii, nauczyłem się sterować światłami, wycieraczkami i skrzynia zmiany biegów. To ostatnie urządzenie trochę mnie niepokoi, bo nie wiem jak machać gałką bez patrzenia na nią.
Zaskoczyło minie, że gębą mi się sama śmiała na myśl o prowadzeniu samochodu. Jak dotąd jedynym pojazdem samobieżnym był skuter w Puszkarze i wiele się nim nie najeździłem. Pamiętam jednak, że sterowanie czymś o własnym napędzie jest interesującym doznaniem. Zobaczymy jak to będzie z nieporównanie większym od skuterka Oplem Corsą.
Mam jednak wrażenie, że ekscytacja ustąpi miejsca przerażeniu jak tylko wyjedziemy na Al. Niepodległości.
Wczoraj odbyłem pierwszą praktyczna lekcję jazdy samochodowej. Niestety znowu skończyło się na teorii, nauczyłem się sterować światłami, wycieraczkami i skrzynia zmiany biegów. To ostatnie urządzenie trochę mnie niepokoi, bo nie wiem jak machać gałką bez patrzenia na nią.
Zaskoczyło minie, że gębą mi się sama śmiała na myśl o prowadzeniu samochodu. Jak dotąd jedynym pojazdem samobieżnym był skuter w Puszkarze i wiele się nim nie najeździłem. Pamiętam jednak, że sterowanie czymś o własnym napędzie jest interesującym doznaniem. Zobaczymy jak to będzie z nieporównanie większym od skuterka Oplem Corsą.
Mam jednak wrażenie, że ekscytacja ustąpi miejsca przerażeniu jak tylko wyjedziemy na Al. Niepodległości.
niedziela, stycznia 22, 2006
sobota/niedziela
Pokrótce:
Byłem na imprezie u Wojtka. Całkiem, całkiem było.
Wypiłem jakieś ? butelki wina, stoczyłem pojedynek na miecze świetlne w przebraniu Darth?a Maula, a na koniec przeniosłem się do Sheeshy.
Wróciłem o piątej, a potem słabowałem do 16.
Byłem na imprezie u Wojtka. Całkiem, całkiem było.
Wypiłem jakieś ? butelki wina, stoczyłem pojedynek na miecze świetlne w przebraniu Darth?a Maula, a na koniec przeniosłem się do Sheeshy.
Wróciłem o piątej, a potem słabowałem do 16.
piątek, stycznia 20, 2006
Powiało chłodem
Ostatnie dni nieźle chłodzą polskie tyłki. Podobno dzis w Warszawie bylo -22 stopnie. Przynajmniej tak twierdziła blondyneczka w TVN Meteo.
Glowe mam wypelniona Wyrocznia po brzegi. Mimo wszystko planuje w weekend jeszcze raz przeczytac wszystkie tomy, ktore nam wreczono. Niestety bywaly momenty, kiedy tracilem watek i bede musial to nadrobic.
Oprocz tego czeka jeszcze pierwsza lekcja Worda 2003, angielski, zmywanie, sprzatanie, prasowanie.
Ja pierdole, co za zycie...
Glowe mam wypelniona Wyrocznia po brzegi. Mimo wszystko planuje w weekend jeszcze raz przeczytac wszystkie tomy, ktore nam wreczono. Niestety bywaly momenty, kiedy tracilem watek i bede musial to nadrobic.
Oprocz tego czeka jeszcze pierwsza lekcja Worda 2003, angielski, zmywanie, sprzatanie, prasowanie.
Ja pierdole, co za zycie...
środa, stycznia 18, 2006
wtorek, stycznia 17, 2006
Wyrocznia
Odbywam u nich tygodniowe szkolenie. Pięć dni kosztuje prawie 5k plz.
Uświadomiłem sobie dziś, że to tyle co semestr niezłych studiów. Albo więcej niż rok ulczynych podyplomowych. Albo dwa lata moich wymarzonych podyplomowych.
Ulki podyplomowe też mi się marzą.
Zazdroszczę.
Uświadomiłem sobie dziś, że to tyle co semestr niezłych studiów. Albo więcej niż rok ulczynych podyplomowych. Albo dwa lata moich wymarzonych podyplomowych.
Ulki podyplomowe też mi się marzą.
Zazdroszczę.
piątek, stycznia 13, 2006
Log-in to Delhi
Właśnie nieopatrznie nastawiłem sobie w pracy muzykę z Monsunowego Wesela. Aaj Mera Jee Karda kojarzy mi się ze wstawkami do filmu przedstawiającymi ulice Starego Delhi w strugach monsunowego deszczu. Tragarze, rikszarze i biegające po kałużach dzieci. Uliczni sprzedawcy, stłoczone w ruchu ulicznym samochody i błąkające się po poboczu krowy.
Wtorek, 4 października 2005.
Autobus pędzi przez przemysłowe przedmieścia oddzielające lotnisko od centrum. Na ulicach o tej porze jeżdżą niemal wyłącznie ogromne ciężarówki Tata załadowane wysoko ponad szoferkę i pokryte fantazyjnymi obrazkami na burtach i masce. Każda ma na tylnej klapie kolorowy napis Horn Please! Na razie jeszcze nie wiemy co on oznacza i jakie będą konsekwencję tego zachęcającego napisu dla naszego samopoczucia przez najbliższe trzy tygodnie.
Paweł zwraca naszą uwagę, że przedpotopowe autobusy, podobne do tego którym jedziemy, mają na bokach informację mniej brzmiącą po przetłumaczeniu mniej więcej tak: Delhijskie Przedsiębiorstwo Transportu Publicznego - największa na świecie, przyjazna dla środowiska miejska sieć autobusowa. Jakoś te osmalone wraki nie wyglądają zbyt ekologicznie. Okazuje się jednak, że zarówno autobus jak i riksze napędzane są tu LPG, a czasem nawet CPG. India No Problem, jak mawia janikowe przysłowie - szczegóły, być może, w którymś z postów.
Po prawie godzinie docieramy wreszcie na postój pod New Delhi Railway Station. Hinduscy współpasażerowie wyładowują niewiarygodnie wielkie parciane torby w paski znane ze Stadiony X-lecia (trzecioświatowa globalizacja). Uznali najwyraźniej, że ich godzinne, graniczące ze stuporem, wgapianie się w nasze twarze stanowiło nawiązanie przyjaźni, bo żegnają się ze mną nadzwyczaj wylewnie.
Vis a vis dworca rozpoczyna się Main Bazar - Głowna arteria Pahar Ganj'u...
...arteria?
Spodziewaliśmy się z Ulka, że Indie mogą być trochę głośniejsze, brudniejsze i nędzniejsze niż np. Syria. Ale już pierwsze minuty na ulicy obnażają naszą naiwność. Ulica nie jest nawet wyasfaltowana, po prostu klepisko, a po bokach stoją jakieś rudery upstrzone poszarpanymi szyldami i obwieszone gęstą siecią przewodów elektrycznych. Na ziemi śpią jacyś obszarpańcy i wałęsają się bezdomne psy, przy których wyścigowe charty wyglądałyby jak tłuścioszki.
Całe to towarzystwo w miarę jak idziemy uliczką budzi się i zaczyna wciskać wizytówki hoteli, oferować transport po mieście i wycieczki do Agry.
Zaczynamy zaglądać do hotelików mieszczących się w tych ruderach. Wyglądają niewiele lepiej niż budynki, w których się mieszczą. Na pewno baaaaaardzo im daleko do luksusów obiecywanych na stronach internetowych, które Ula przeglądała przed wyjazdem. Zresztą nie spodziewaliśmy się niczego innego.
W końcu wybieramy Cośtam Palace za około 200 rupii. Przygodni rosyjscy przyjaciele wybierają stęchłe nory w hostelu obok za 100 rupii. Jest już trzecia w nocy, a oni rano ruszają dalej, więc luksusy im niepotrzebne.
Wydaje mi się, że na tym dzień się kończy, choć chyba z wyborem pokoi mieliśmy trochę dyskusji i wypaliliśmy parę papierosów, ale może Ulka będzie lepiej pamiętała.
środa, stycznia 04, 2006
Indie, ciążą i pogodziny.
W PiNie jakiś wieczorek m=indyjski chyba mają bo grają sporo bhangry. Fajnie, ale znowu zastanawiam się nad przewagą biletu do Chennai nad półkami na książki i dywanem.
Żeby umilić sobie rozważania zajrzałem na BollyFM i zaciągnąłem troche stuffu.
Poza tym - przyszedłem do pracy godzinę wcześniej i do tego punktualnie, co często się nie zdarza. Do 14 roboty było niewiele, potem coraz gęściej. No i wyszedłem godzinę po czasie, o 19. Ach te korporacje.
Aaa, zapomniałem zupełnie. Moja siostra zamierza urodić drugie dziecko, chłopca, za jakieś dwa-trzy tygodnie. Jak to ze slerotykami bywa zostałem tym terminem zaskoczony. Wydawało mi się, że rodziła będzie na wiosnę, a tu taki numer.
Ech, życie. W pracy też mieliśmy dziś dwa announcementy ciążowe.
No i się rozłączam, bo żona ziewa.
Żeby umilić sobie rozważania zajrzałem na BollyFM i zaciągnąłem troche stuffu.
Poza tym - przyszedłem do pracy godzinę wcześniej i do tego punktualnie, co często się nie zdarza. Do 14 roboty było niewiele, potem coraz gęściej. No i wyszedłem godzinę po czasie, o 19. Ach te korporacje.
Aaa, zapomniałem zupełnie. Moja siostra zamierza urodić drugie dziecko, chłopca, za jakieś dwa-trzy tygodnie. Jak to ze slerotykami bywa zostałem tym terminem zaskoczony. Wydawało mi się, że rodziła będzie na wiosnę, a tu taki numer.
Ech, życie. W pracy też mieliśmy dziś dwa announcementy ciążowe.
No i się rozłączam, bo żona ziewa.
niedziela, stycznia 01, 2006
Postanowienia noworoczne
Eee, coś muszę z tym blogiem zrobić, bo jakiś zaniedbany się zrobił.
Już kiedyś chyba pisałem, że bardzo podoba mi się blogowanie jako sposób na komentowanie rzeczywistości. W USA jest to niemalże nowa gałąź mediów elektronicznych. No i gdzie jak gdzie, ale tutaj wszystko zależy od treści. W jakiś tajemniczo-pantoflowy sposób wieści o wartych czytania blogach rozłażą się po necie jak pluskwy po kanapie. Potem takie strony są syndykowane i z jakiegoś nieznanego grafomana stajesz się opiniotwórczym publicystą.
Ech, gdybyż siły i czasu na to starczało.
BTW
Wklepałem tłumaczenie tekstu po ukraińsku, ale zdaje się, że blogger.com nie obsługuje cyrylicy. A w każdym razie jak nie umiem go do tego zmusić.
W najbliższym czasie zamierzam wrzucić na prawy margines linki do stron, które śledzę. Na razie macie gdzieś na dole post z wklejonym katalogiem "Ulubione" z mojego firefox'a.
Zrobiłem kilka postanowień noworocznych:
-niepalenie
-angielski 2x tygodniowo
-siłka 2x tygodniowo
-więcej czasu z przyjaciółmi
Jeszcze mi kilka pomysłów chodzi po głowie, ale chwilowo umknęły.
Już kiedyś chyba pisałem, że bardzo podoba mi się blogowanie jako sposób na komentowanie rzeczywistości. W USA jest to niemalże nowa gałąź mediów elektronicznych. No i gdzie jak gdzie, ale tutaj wszystko zależy od treści. W jakiś tajemniczo-pantoflowy sposób wieści o wartych czytania blogach rozłażą się po necie jak pluskwy po kanapie. Potem takie strony są syndykowane i z jakiegoś nieznanego grafomana stajesz się opiniotwórczym publicystą.
Ech, gdybyż siły i czasu na to starczało.
BTW
Wklepałem tłumaczenie tekstu po ukraińsku, ale zdaje się, że blogger.com nie obsługuje cyrylicy. A w każdym razie jak nie umiem go do tego zmusić.
W najbliższym czasie zamierzam wrzucić na prawy margines linki do stron, które śledzę. Na razie macie gdzieś na dole post z wklejonym katalogiem "Ulubione" z mojego firefox'a.
Zrobiłem kilka postanowień noworocznych:
-niepalenie
-angielski 2x tygodniowo
-siłka 2x tygodniowo
-więcej czasu z przyjaciółmi
Jeszcze mi kilka pomysłów chodzi po głowie, ale chwilowo umknęły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



