
Właśnie skończyłem zmywać po śniadaniu i porannej kawie. Dwa talerze, dwie filiżanki z podstawkami, parę sztućców i dwie butelki maluchów. Ulka akurat rozmawiała przez telefon, była zresztą po długiej sesji aktywności chłopaków i chciałem dać jej chwilę spokoju od wyjców.
Korzystając z tej chwili spokoju Kacper postanowił pomarudzić i poćwiczyć wypluwanie smoczka na odległość. Zwłaszcza w tej drugiej dyscyplinie szło mu nieźle ? wywalał smoczek na dwie swoje długości w kąt łóżeczka. Marudzenie natomiast pacyfikowałem u zarania. Wymagało to każdorazowo zakręcenia wody, zdjęcia rękawic, przejścia do pokoju chłopaków, wsadzenia smoczka do słodziutkich usteczek Kacperka, powrotu do kuchni, założenia rękawic, odkręcenia wody. I tak po namydleniu KAŻDEGO naczynia oraz po opłukaniu każdego naczynia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz