piątek, stycznia 27, 2006

Pierwsza prawdziwa jazda

W końcu pojechałem.
Ulka wspominała, że podczas pierwszych jazd czuła się jakby jechała w tunelu. Nie było miejsca na pobocze, ani tym bardziej znaki drogowe. Z czasem widzenie tunelowe ustępowało i powoli ściany tunelu stawały się przezroczyste.

Teraz doskonale rozumiem co miała na myśli.
Tyle, że za pierwszym razem nie było mowy o tunelu. Byłem raczej w kuleczce, z której wystawały nogi i ręce. Oznacza to ni mniej ni więcej, że nie byłem pewny czy wciśnięcie gazu powoduje wzrost prędkości czy też nie. A może chodziło o brak kontroli na stopą?
Sam nie wiem, taki byłem podekscytowany.

Mam też nieodparte wrażenie, że zarówno gaz jak i hamulec są o wiele zbyt czułe. Zwłaszcza gaz.

W sumie zrobiłem małe kółko Łowicką, jakąś, Wołoską, Boboli i Batorego.

Całkiem nieźle było, ale mam świadomość, że to dzięki delegacji taktyki, nawigacji i strategii na instruktora.

Brak komentarzy: