środa, stycznia 04, 2006

Indie, ciążą i pogodziny.

W PiNie jakiś wieczorek m=indyjski chyba mają bo grają sporo bhangry. Fajnie, ale znowu zastanawiam się nad przewagą biletu do Chennai nad półkami na książki i dywanem.
Żeby umilić sobie rozważania zajrzałem na BollyFM i zaciągnąłem troche stuffu.
Poza tym - przyszedłem do pracy godzinę wcześniej i do tego punktualnie, co często się nie zdarza. Do 14 roboty było niewiele, potem coraz gęściej. No i wyszedłem godzinę po czasie, o 19. Ach te korporacje.

Aaa, zapomniałem zupełnie. Moja siostra zamierza urodić drugie dziecko, chłopca, za jakieś dwa-trzy tygodnie. Jak to ze slerotykami bywa zostałem tym terminem zaskoczony. Wydawało mi się, że rodziła będzie na wiosnę, a tu taki numer.
Ech, życie. W pracy też mieliśmy dziś dwa announcementy ciążowe.

No i się rozłączam, bo żona ziewa.

Brak komentarzy: