poniedziałek, października 31, 2005

Tuberculosis ante portas.

Wybrałem się do przychodni, żeby wydębić leki na pozbycie się niedobitków indyjskiej anginy.
Pan doktor mnie obsłuchał, zajrzał w rózne otwory ciała i przepisał conieco.
Żeby mi jednak za wesoło nie było stwierdził, że jak przez tydzień jego medykamenty mi nie pomogą, to warto bedzie zrobić sobię próbę tuberkulinową.
Świetnie! Mnie, namiętnemu hipochondrykowi takie pomysły prezentować. Pojęcie o terapii gruźliczej mam zaczerpnięte z książki Grzesiuka "Na marginesie życia". Czyli medycyna z lat pięcidziesiątych. Aż mi ciarki przeszyły.
Ale luz - mamy XXI wiek i talię kart róznych ekskluzywnych prywatnych klinik, więc nie mam co się martwić na zapas.

Brak komentarzy: