wtorek, października 18, 2005

Puszkar, Rajastan, Indie - dzień nie wiem który.

Dzień zaczął sie jeszcze wczoraj.
Okolo jedenastej zamówiłem w hotelu "special lassi". Lassi to zmiksowany jogurt do którego dodaje sie banana, cytrynę itp. "Special" to mieszanka przypraw i konopi. Niestety do mojego dodano raczej jakieś psychotropy.

No i mialem calonocny przerażający zjazd. Na szczęście Ola miala doświadczenie w wyciąganiu ze stanu kompletnego zamroczenia, bo nie wiem jak by sie noc potoczyla. Z pewnością byla najbardziej przerażającymi 6 godzinami jakie pamiętam w życiu.
Resztę dnia spędziłem na tostach z nutella, banana pankejkach i lekturze "Cieniu wiatru".


Kiedy odpocząłem zrobiłem pranie, a przy kolacji obserwowaliśmy z Ulka pogan kąpiących sie na ghatach w Puszkarze przy wtórze bębnienia, mantr z przesterowanych głośników i jakiego bełkotu kaplanow.
W restauracji na dachu kierownik okrapial woda święcona taras, potem go okadził trociczkami i costam zrobił z chochołami pod sufitem.
Ależ tu mnóstwo izraelskich laseczek ;)

Brak komentarzy: