Kurczę, zawsze podśmiewałem się kiedy mama ekscytowała się katastrofami w dalekich krajach. A już zupełnie rozbrajające bywały sytuacje takie jak dzisiejsza - "och! byliście w Indiach, a teraz tam katastrofa kolejowa!"Niemniej jednak dziwnie sie poczułem widząc narożny sklepik, w którym - jak pisałem w poprzednim poście - przekomarzałem się parę dni temu ze sprzedawcą kolorowych ciuchów.
Ech, ta globalizacja.
Z poczatku pomyślelismy z Ulką, że to pewnie fajerwerki, których niemożembne ilości sprzedawano na ulicach przed Diwali. W końcu indyjska dezynwoltura w połaczeniu z materiałami wybuchowymi jednoznacznie przywodziła na myśl kule ognia. Ale kiedy ginie kilkadziesiąt osób żartow się odechciewa.
Eee, ale już jesteśmy w nudnej, cichej i poukładanej Europie.
Z ktorej jak najszybciej chcę wracać do kolorow, zapachów i dźwieków Azji :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz