Już chwilę po przebudzeniu wiedzialem, że dzień idzie na zmarnowanie. Zatkana lewa dziurka w nosie, ucisk w zatokach i pulsowanie lewej gałki ocznej.
Migrenka jak marzenie. A własciwie to jak koszmar.
Co gorsza w pracy nie mialem swojej ulubionej Soplapdeinki i musiałem zadowolić się Panadolem. Gówno pomógł nota bene.
Na pocieszenie postanowilismy, mimo wątpliwosci, wybrać się ze znajomymi do restauracyjki Efes na kebab. Całkiem nieźle się trzymałem, zdzierżyłem nawet dyskusje o ultradrogich mieszkaniach na ultraplastikowym osiedlu. Sądząc z miny Maćka on to gorzej ode mnie znosił. Pewnie dlatego, ze już go nogi swędziały do kopania piłki o 20.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz