Ulka wróciła dziś do pracy, a ja zostałem z chłopkami, żeby ich dokurować. Jest już 13:17 a ja nadal nie zwariowałem. Po śniadaniu się elegancko przespali, potem z Iwem powiesiłem pranie. Pozwolili nawet mi zrobić zupę (ścianę, drzwi i kuchenkę obryzgałem zupełnie bez ich udziału).
Po drodze był syrop, krople do nosa i oczywiście odsmarczanie. I nadal im wesoło, a ja mam nawet czasu pisać te słowa. Aż się boję myśleć jaka będzie tego cena...
Fasolka po bengalsku:
Nasiona fenkuł, gorczycy, kozieradki, kminu i czarnuszki rzucić na rozgrzany olej. Jak zaczną intensywnie pachnieć dorzucić zielone chilli. PO chwili wrzucić podgotowaną fasolkę i posypać kurkumą. Po dwóch minutach posypać zmieloną czarną gorczycą.
Pycha, choć zamiast fasolki powinna być kapusta, a chilli nie miałem. Mieszanka nazywa się pancz paron.
Po drodze był syrop, krople do nosa i oczywiście odsmarczanie. I nadal im wesoło, a ja mam nawet czasu pisać te słowa. Aż się boję myśleć jaka będzie tego cena...
Fasolka po bengalsku:
Nasiona fenkuł, gorczycy, kozieradki, kminu i czarnuszki rzucić na rozgrzany olej. Jak zaczną intensywnie pachnieć dorzucić zielone chilli. PO chwili wrzucić podgotowaną fasolkę i posypać kurkumą. Po dwóch minutach posypać zmieloną czarną gorczycą.
Pycha, choć zamiast fasolki powinna być kapusta, a chilli nie miałem. Mieszanka nazywa się pancz paron.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz