Ciekawym wyzwanie okazało się karmienie bardzo głodnych chłopków gorącą zupą z estragonem.
Aż podskakiwali na siedzeniach na widok talerzy z zupą, ale kontakt usteczek z łyżką kończył się sapaniem i machaniem rękami. Po chwili zapominali o temperaturze i znowu podskakiwali. W końcu Iwo się poddał. Kacprzak zaś dzielnie wtrząchnąl ciurkiem trzy chochle.
Kiedy przyszła kolej Iwa, zupa była chłodna, co wprawiło go w rozpacz, a następnie w niepohamowaną wściekłość. Przeczekałem atak sprzątając po kacprowym jedzeni, dzięki czemu zupa wystygła. Ale i to Iwa nie zadowliło, co gorsza każda przerwa w podawaniu łyżek dłuższa niż 3 sekundy skutkowała rzucawką. W końcu jednak druga połowa zupy wylądowała w wygłodniałym żołądeczku.
Potem smarkanko, przewijanko i spanko. A ja odgrzeję sobie fasolkę i poprawię bakławą.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz