sobota, maja 05, 2007

Tieng Viet


Chłopaki zwiedzali sektor wietnamski Stadiony X-lecia.

Wybraliśmy sie tam ze znajomymi pełni obaw, że EURO2012 zrówna wkrótce ten ewenement z ziemią. Zaczęliśmy od wizyty w zaułku fryzjersko-telefonicznym. W jednym z salonów fryzjerskich był nadkomplet, a w kolejece dziewczyny od prześlicznych do dziwadeł rodem z japońskich kreskówek dla narkomanów.

Orient ogarnął nas do reszty w sklepie spozywczym oferującym 123 rodzaje makaronu ryżowego, suszone kałamarnice, mrożone niewiadomoco, nierozpoznawalne zioła (spośród których wybralismy miętę) oraz przemnóstwo pikli z również niewiadomoczego z przewaga papryczek.

Zapach unosił się tam TrzecioŚwiatowy - czyli przyprawy, zioła, chemia gospodarcza i nadpsute owoce z ulicy. Więc mieliśmy wirtualna wizytę w Hanoi.

Nasze śliczne dzieci oczywiście przykuły uwagę gospodarzy, a gospodarze uwagę naszych ślicznych dzieci. Szczególnie, że brzmienie wietnamskiego niewiele się rózni od fonetycznych testów chłopaków.

Brak komentarzy: