Psinka
Spotkałem wczoraj w parku pod PKiNem rottweilerka w rozmiarze jamnika. Polubił mnie od pierwszego wejrzenia, bo przespacerował sporą część okolicy wokół Placu Defilad. Najwyraźniej się zgubił, a że miał kaganiec szanse na przekąszenie czegoś przed znalezieniem domu marne.
No i wziąłem go na pasek, zaproponowałem cztery parówki za 1,53 i ruszyliśmy na poszukiwanie właściciela. Przez następne trzy godziny poznałem wszystkich właścicieli psów z rejonu Pałacu Młodzieży.
Kiedy zaczął zapadać wieczór z braku możliwości ugoszczenia nowego kolegi wyekspediowałem go na Paluch.
Już w domu śledziłem stronę schroniska, żeby poznać jego dalsze losy. Zdjęcie się jakoś nie pojawiało, mimo obiecywanej aktualizacji co dwie godziny...
Poranny telefon do schroniska radośnie to wyjaśnił - noc piesek spędził w domu. A ponieważ rozdałem swój telefon paru psiowym współszukaczom, więc zainteresowani dostali dobrą nowiną jeszcze przed obiadem.
Spotkałem wczoraj w parku pod PKiNem rottweilerka w rozmiarze jamnika. Polubił mnie od pierwszego wejrzenia, bo przespacerował sporą część okolicy wokół Placu Defilad. Najwyraźniej się zgubił, a że miał kaganiec szanse na przekąszenie czegoś przed znalezieniem domu marne.
No i wziąłem go na pasek, zaproponowałem cztery parówki za 1,53 i ruszyliśmy na poszukiwanie właściciela. Przez następne trzy godziny poznałem wszystkich właścicieli psów z rejonu Pałacu Młodzieży.
Kiedy zaczął zapadać wieczór z braku możliwości ugoszczenia nowego kolegi wyekspediowałem go na Paluch.
Już w domu śledziłem stronę schroniska, żeby poznać jego dalsze losy. Zdjęcie się jakoś nie pojawiało, mimo obiecywanej aktualizacji co dwie godziny...
Poranny telefon do schroniska radośnie to wyjaśnił - noc piesek spędził w domu. A ponieważ rozdałem swój telefon paru psiowym współszukaczom, więc zainteresowani dostali dobrą nowiną jeszcze przed obiadem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz