wtorek, sierpnia 08, 2006

Zasuwam

No, remont idzie na całego. Pierwsze dni były tragiczne. Naiwnie wyobraziłem sobie, że będę siedział w kącie z komputerem i klepał testy na prawo jazdy ? zdaję TEORIĘ we czwartek. Tymczasem w domu nie byłem w stanie nawet zaparzyć herbaty. Najlepszy był dzień po szlifowaniu ścian. Jak w młynie. Mam nadzieję, że gorzej być nie może (

Piątek zaczęliśmy od odjazdowej imprezy w Pracowni. Hasłem wieczoru była Muzyka niewolników. Coś w rodzaju historii czarnej muzyki w USA. Począwszy od gospel i pieśni zbieraczy bawełny aż do czarnego hip-hopu z gett wielkich metropolii. Okazało się, że był to jakiś czarny film drogi z lat siedemdziesiątych i kolesiem z afro, bakami i wąsem, który biegł przez Amerykę uprawiając wolną miłość i będąc prześladowanym przez białych KuKluxKlanowców.
Muszę jednak przyznać, że podkład muzyczny puszczany na żywo zawierał obiecaną muzyczną wyprawę przez dźwięki od pól Południa po dyskoteki aglomeracji Północy w latach siedemdziesiątych. Rap pewnie też był, ale wyszliśmy długo przed końcem.

Zaczęliśmy od Sheeshy, ale tam zażądali 20 pln za wejście i powędrowaliśmy do Paprotki.

Paprotka ? Pozytywne Miejsce Warszawy. W towarzystwie Muzeum Powstania, nowego BUW etc.
Sranie w banie. Co najwyżej Pozytywne Miejsce Warszawki, lansownia w piwem po 10 pln. Więc przepłynęliśmy do Egoisty. Tam Warszawka dwukrotnie bardziej lanserska. Wódka z Red Bullem za 22 pln.

Jako odtrutkę wybraliśmy Dobrą.

No i BINGO!!!

W Aurorze wjazd za 5 pln, Coca-Cola za 3 pln. Zabawa ? bezcenna.
Powitał na Billy Joel ?We didn?t start the fire?, las rąk, oraz obsługa szalejąca w tańcu za barem. W żadnej z ultramodnych lokali nie widziałem tylu uśmiechniętych, wyluzowanych ludzi. Śmierdziało co prawda potem i tanimi papierosami ale widać i komuniści potrafią świetnie się bawić. Do rana szaleliśmy przy obciachowych dźwiękach z przełomu lat 80 i 90. Red Box, Madonna, Technotronice. Fantastycznie!!!

W sobotę wybrałem się do pracy. Filipińczycy zmieniali jakieś transporty z Sapa, ale nie dałem się podpuścić i zamiast walidacji danych klepałem testy na prawo jazdy. Przerąbane zajęcie. Cały czas mam nadzieję na danie teorii za pierwszym podejściem. Zobaczymy.

Pod PKiNem zaczepił mnie daaawno nie widziany Marek. Pracowaliśmy razem w CC, ja odeszłam donikąd, on do USA. Teraz wrócił ze swoim wymarzonym kapitałem do machinacji giełdowej. Razem powtórzyliśmy noc na Dobrej ? tym razem w jadłodajni Filozoficznej. Znowu kiczowata muzyka, znowu roześmiani współimprezanci.
Fantastycznie!!!

Niedziela w Centrum Janki. Po drodze słuchaliśmy CB ? zachwyciła mnie prośba jednego z TIRowców:
?Jak zobaczycie białego Forda Transita o rejestracji WIB xxxx ? przyblokujcie skurwysyna, bo straszny z niego przypał na drodze?.
Nas przyblokowała pielgrzymka piesza na Jasną Górę. Kupiliśmy australijską akację, Congo Beige i obiad dla trzech osób. Faaajnie było.

Nauka hebrajskiego, zasad ruchu drogowego, Atomic Data Warehouse i remont wpędza mnie w depresję, zwłaszcza, że Ulka i kociaki 200 km stąd. Ale co tam. Będę miał ładne mieszkanie, bliźniaki i prawo jady. Będzie super (

Brak komentarzy: