piątek, sierpnia 25, 2006

Szabat Szalom

Byłem dzisiaj odebrać materiały do hebrajskiego z "domu parafialnego" przy synagodze. Przy okazji zajrzałem do koszernego sklepu i zobaczyłem niezmiernie sympatyczny obrazek.
Zakupy robił jakiś Żyd lat około trzydzesty. Musiał być nieco sfrustrowany, bo brodę miał długą ale niestety rzadką, co nadawało mu emploi rachitycznego studenta jesziwy. Towarzyszyło mu dwóch rozbrykanych chłopców w wieku 5-7 lat (chyba).
Po zakupach tata zagonił do kindersztuby:
- Co się mówi, chłopcy?
- Dziękujemy!!!
- I co jeszcze?
- Szabat szalom!!!

Filosemitą nie jestem, za dziećmi też nie szaleję, ale obrazek był NAPRAWDĘ słodki.

Na dokładkę w podwórku przed wspomnianym "domem parafialnym" (muszę poszukać prawdziwej nazwy takich miejsc - pewnie coś z jidisz) były rozstawione stoły i trwały jakieś plotki przedszabatowe.

Czyli życie żydowskie udaje, że kwitnie w Warszawie...



Brak komentarzy: