Zakupy robił jakiś Żyd lat około trzydzesty. Musiał być nieco sfrustrowany, bo brodę miał długą ale niestety rzadką, co nadawało mu emploi rachitycznego studenta jesziwy. Towarzyszyło mu dwóch rozbrykanych chłopców w wieku 5-7 lat (chyba).
Po zakupach tata zagonił do kindersztuby:
- Co się mówi, chłopcy?
- Dziękujemy!!!
- I co jeszcze?
- Szabat szalom!!!
Filosemitą nie jestem, za dziećmi też nie szaleję, ale obrazek był NAPRAWDĘ słodki.
Na dokładkę w podwórku przed wspomnianym "domem parafialnym" (muszę poszukać prawdziwej nazwy takich miejsc - pewnie coś z jidisz) były rozstawione stoły i trwały jakieś plotki przedszabatowe.
Czyli życie żydowskie udaje, że kwitnie w Warszawie...

Po zakupach tata zagonił do kindersztuby:
- Co się mówi, chłopcy?
- Dziękujemy!!!
- I co jeszcze?
- Szabat szalom!!!
Filosemitą nie jestem, za dziećmi też nie szaleję, ale obrazek był NAPRAWDĘ słodki.
Na dokładkę w podwórku przed wspomnianym "domem parafialnym" (muszę poszukać prawdziwej nazwy takich miejsc - pewnie coś z jidisz) były rozstawione stoły i trwały jakieś plotki przedszabatowe.
Czyli życie żydowskie udaje, że kwitnie w Warszawie...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz