czwartek, sierpnia 24, 2006

Wesele Moniki - hasłowo i pokrótce

Po wielu latach Monika w końcu poślubiła Roberta. My zwlekaliśmy co prawda ze ślubem, ale oni pobili nas o ładnych parę lat.

Ślub odbył się w Morawicy. Nie mam czasu się rozwodzić, więc tylko parę haseł.

Miałem pomarańczową koszulę w kwiaty i czarny garnitury, a Ulka błękitny kamez, który dostała od Vikasha. Jak to z wytworami hinduskimi bywa, wymagał BARDZO WIELU zabiegów poprawkowych.
Panna młoda wyglądała niczego sobie, oprócz niej Jolka, Piotrek, Adrian i moja siostra. Reszta towarzystwa zwyczajnie.

Dosyć szybko się z Ulka zwinęliśmy, bo ciężko się bawić z dwoma osobami w brzuchu, w dodatku KAŻDY rozmawiał z nią TYLKO o ciąży. Co gorsza ilość bon-motów na okazję rozmowy z ciężarną jest żałośnie ograniczony, więc Ulka była bliska obłędu.

Droga powrotna z Kielc do Warszawy upłynęła pod znakiem ultrakorka zaraz za Kielcami i kociowego płaczu.

Po dojechaniu do domu kotki szybko oblookały wyremontowane mieszkanie i wlazły pod kanapę. Siedziały tam dwa dni. Jak już wyszły spłoszył je fan u powały.

A dziś złożyli nam kuchnię i opeirdolili mnie w pracy Saudyjczycy.

Tyle haseł.

Brak komentarzy: