wtorek, grudnia 06, 2005

Czekolada.

Dzień w pracy niezbyt męczący ale nużący.

Pozytywem była czekoalda na gorąco.
Nie tak dawno Agnieszka zamarzyła sobie czekolade w nasej kafeterii i namawiałam wszystkich, żeby domagali się powiększenia asortymentu napojów o taką właśnie czekoladę.
No i się doczekaliśmy. Na informację, że panie w kawiarni właśnie testują machinę czekoladową Agnieszka aż podskoczyła ze szczęścia.
Czekolada rzeczywiście wyśmienita, robiona z roztopionej czekolady z mlekiem, a nie jakiegoś proszku zalanego wrzątkiem. Po prostu pycha.
Starsznie niestety droga, bo kosztuje 3,95 pln. Dla porównania w naszej dotowanej restauracji zapłaciłem dziś 4,44pln za pyzy z cebulą, słodko-kwaśną zapiekankę ryżową oraz miskę gotowanej brukselki. Pyzy były dla mnie, a ryż dla Ulki - więc obiad dwuosobowy.


Po pracy wybralismy się po prezenty i zimową kurtkę dla Ulki. Nic nie kupiliśmy za to podczas zakupów Warszawa zaskoczyła nas spektakularnym pokazem fajerwerków pod PKiNem.
Niech antywarszawscy malkontenci jojczą ile chcą, ale gdzie indziej w Polsce można byc zaskoczonym w dzień powszedni po południu dwudziestominutową kanonadą sztucznych ogni, od której aż trzęsą się wszystkie kamienice w okolicy?

Poszukiwania prezentu kontynuowaliśmy także po powrocie, przez internet. Wklepałem więc do wyszukiwarki hasło "dla mamy" licząc na jakieś prezentowe pomysły. Wyskoczyły jakieś szkarady dla kobiet w ciąży, co było do przewidzenia. Ulka ze śmiechem zaproponowała, żeby dopisał "piżama dla starej mamy". Nietrudno się domyślić, że jedyne wszystkie propozycje jakie dostałem były poronograficzne.

Brak komentarzy: