Zaciąłem się dziś przy goleniu. Ranka malutka, szerokość ostrza więc znacznie poniżej milimetra, długość milimetry dwa. Tyle co nic, nawet nie poczułem.
Problem w tym, że rankę miałem w nosie (nie, nie goliłem sobie włosów w nosie ? choć włochaty jestem w każdym zakamarku). Przez pierwsze parę minut po prostu zmywałem ranę wodą. Woda ciepła, a nos ukrwiony, więc po chwili stałem w wannie rodem z Tarantina. Płynęło i płynęło. Wezwałem Ulkę na pomoc, ale po kwadransie i tak chciało mi się mdleć tyle tego kapało. Krew jasnoczerwona, leciała powolutku, ale nieprzerwanie. Jak u hemofilityka. Władowałem do nosa tampon, potem Ulka przyłoiła mi prosto do dziurki Acutol. A krew jak płynęła, tak płynęła. Co gorsza rano mam ataki kichctwa, więc jeśli nawet coś krzepło, to wściekłe smarknięcie zrywało więzy między zebranymi płytkami krwi. Zastanawiałem się nawet nad pracą z domu. Niestety nie miłałem tokena, więc i tak musiałbym się do biura pofatygować.
W końcu ratunkiem okazał się mikrokawałeczek papieru ? znowu rada Ulki. Niby sposób z komedii, ale działający.
Potem w pracy nic lepszego mnie już nie spotkało.

Na obiad zjadłem mrożonego kurczaka z cukinią i kardamonem, na deser zaś wypiłem machiatto caramello (czy jakoś tak). Pychotki.
Problem w tym, że rankę miałem w nosie (nie, nie goliłem sobie włosów w nosie ? choć włochaty jestem w każdym zakamarku). Przez pierwsze parę minut po prostu zmywałem ranę wodą. Woda ciepła, a nos ukrwiony, więc po chwili stałem w wannie rodem z Tarantina. Płynęło i płynęło. Wezwałem Ulkę na pomoc, ale po kwadransie i tak chciało mi się mdleć tyle tego kapało. Krew jasnoczerwona, leciała powolutku, ale nieprzerwanie. Jak u hemofilityka. Władowałem do nosa tampon, potem Ulka przyłoiła mi prosto do dziurki Acutol. A krew jak płynęła, tak płynęła. Co gorsza rano mam ataki kichctwa, więc jeśli nawet coś krzepło, to wściekłe smarknięcie zrywało więzy między zebranymi płytkami krwi. Zastanawiałem się nawet nad pracą z domu. Niestety nie miłałem tokena, więc i tak musiałbym się do biura pofatygować.
W końcu ratunkiem okazał się mikrokawałeczek papieru ? znowu rada Ulki. Niby sposób z komedii, ale działający.
Potem w pracy nic lepszego mnie już nie spotkało.

Na obiad zjadłem mrożonego kurczaka z cukinią i kardamonem, na deser zaś wypiłem machiatto caramello (czy jakoś tak). Pychotki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz