Piszę ten post dwa tygodnie po imprezie pępkowej, ale ustawię wsteczną datę dla zachowania chronologii.
Dzień po urodzinach Konstantego, przyszłego profesora, zadzwonił Gruch i powiedział, że w piątek pijemy wódkę. Magda z dzieciątkiem została pod opieką rodziców, a tata opijał potomka.
Z początku trochę się obawiałem tego wieczoru, bo mało kogo spośród współpijących znam, a i za wódką nie przepadam. Wbrew moim obawom wieczór wypadł znakomicie. Grucha postawił wielki kamionkowy garnek ogórków, smalec i pysznych chleb. Z wódką komponowało się jak znalazł.
Kiedy już zapasy się skończyły okazało się, że większość gości to muzykanci. Wyciągnęli dziwaczne instrumenty i zagrali. Zapis dźwiękowy w niskiej jakości wklejam poniżej:
W efekcie pijaństwa i muzyki nie odbierałem telefonu, a jak już na niego spojrzałem miałem KILKANAŚCIE nieodebranych połączeń od Ulki. To oznaczało kłopoty :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz