Koniec końców darowałem sobie wysyłanie zgłoszenia na obserwatora wyborów na Białorusi. Jeszcze by mnie przyjęli i miałbym twardy orzech do zgryzienia. Z pewnością dwa tygodnie urlopu, żeby oficjalnie potwierdzić, że prowincjonalny kołchoźnik z krzykliwą pożyczką nie stosuje się do międzynarodowych standardów demokratycznych to trochę za dużo. Mogę to stwierdzić bez wychodzenia z domu. Zwłaszcza, że sporo Białorusinów łyka jego brednie jak w ciemno i żadne tam OBWE ich nie przekona. W końcu już teraz na Białorusi polski wywiad szaleje jak 007 na Karaibach.
No, trochę przemawia przeze mnie rozgoryczenie, że tak czy siak nie pojechałbym do Mińska.
No, trochę przemawia przeze mnie rozgoryczenie, że tak czy siak nie pojechałbym do Mińska.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz