Na stoku
Trzecie podejście do jazdy nauczyło mnie ruszania pod górę z hamulca ręcznego (rekomendowane i wymagane na egzaminie) oraz nożnego (najczęściej stosowane w praktyce).
Oprócz tego zacząłem zauważać znaki drogowe ? za radą instruktora te odnoszące się do pierwszeństwa przejazdu, a z własnych obaw przed hekatombą - te informujące o zbliżającym się przejściu dla pieszych. Ku rozbawieniu instruktora na widok tych drugich puszczam gaz i zaczynam wciskać hamulec. Ach, gdyby wszyscy prowadzili tak jak mniej byłoby potrąceń pieszych. Zwłaszcza, że 50 km/h wydaje mi się prędkością wystarczającą by dotrzeć do celu na czas, a przy tym w pełni kontrolować sytuację dookoła samochodu oraz urządzenia w jego wnętrzu.
W piątek miałem całodzienną imprezę firmową w klubie Pańska 97. Wnętrze klubu całkiem, całkiem. Kolega stwierdził, że świetnie nadawałoby się na laserowego paintballa.
Na koniec dodam starą już informację, że uczelnia znowu zarobi na mnie parę groszy. Ulka zwróciła uwagę, że gdybym był już magistrem to można by za tę kasę kupić radio do samochodu.
Racja?
niedziela, lutego 05, 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz