wtorek, kwietnia 03, 2007

Wielki Tydzień

Mimo mocnego postanowienia poprawy religijność leży. Ale lada dzień zaczniemy naszych małych katechumenów do kościoła wozić. na razie indoktrynuję nadal Starym Testamentem.

W pracy zaś nawracam towarzystwo na kuchnię indyjską. Odkryłem niedawno sporo gotowych dań w centrum handlowy tuż obok naszego biurowca. Zajadają się wszyscy aż im uszy od chilli czerwienieją. A przebojem absolunym okazały się ciasteczka Tea Time Puri. Wedle nazwy i zdjęcia na orebce są to heratniki,, ale cholery są piekące jak diabli. W połowie ich przeżuwania pojawia się jednak w ustach na chwilę smak rodem z Indii, więc wtrzącham aż miło.

Nieco mniej miło jest Ulce i chłopakom, bo krąży po naszym małym mieszkanku wirusowe zapalenie gardła. Najpierw dorwało Malutka, teraz Kapsla. Przez chwilę cień padł i na mnie ale zdusiłem zafajdańca witaminami, Wielkimi Niebieskimi Pigułami na grypę i nieocenioną Solpadeinką.




Brak komentarzy: