Tytuł zbyt sensacyjny, prawdą jednak jest, że w sobotę w domu rodziców pachniało ogniskiem (czy raczej płonącym lasem). Na horyzoncie na południowym wschodzie widać było ogromne kłęby dymu ? paliły się lasy pod Białogonem. Pod Ulki oknami zaś w te i wewte latały gaśnicze Dromadery.
Wieczorem obejrzeliśmy monikowe mieszkanko ? świeżo wynajęte i wyremontowane, potem moja cudowna żona zawiozła mnie na popijawę z kumplami.
Część wieczoru spędziliśmy w klubie Mefisto.
Fascynujące miejsce ? parkiet szczelnie wypełniony półnagimi (ze względu na upał) młodocianymi prostytutkami (przynajmniej ze względu na prezencje o to je podejrzewam). Wokół zaś parkietu tłoczyli się kolesie z łysymi głowami w dżinsach i adidasach. ?Klubowi dresiarze?. Byliśmy tam z kumplem jedynymi osobami w okularach.
Twardziele przecież szkieł korekcyjnych nie noszą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz