środa, czerwca 13, 2007

Usiedzeni

W porze obiadowej (czyli 2-3 godziny po porze lanczowej) pojechałem na Okęcie odebrać Monikę oraz wielgachne prezenty dla chłopaków.

Ku mojemu przerażeniu okolica lotniska zamieniona została w plątaninę ulic, uliczek i objazdów, w której spędziłem chyba z pół godziny zanim trafiłem na parking. A na parkingu jeszcze gorzej. Ciaśniejszy niż ten przy Multikinie i 17 razy gorzej oznakowany niż ten w Galerii M. Rozpacz.
Kiedy już dotarłem do hali przylotów okazało się, że właśnie wybudowano nowy terminal. Spociłem się jak mysz. Dobrze, że ostrzegłem Monikę nie tylko przed brakiem radio w Guciu (korki!) ale i brakiem klimy (upał).

Okazało się jednak, że Monika jedzie prosto do Kielc, a i upał przestał męczyć i zaczęło siąpić.

No to zgarnąłem prezenty i wróciłem do pracy.

A wieczorem testy. Udane:


Brak komentarzy: