czwartek, marca 15, 2007

Anty-Saturn - część pierwsza "Przed dostawą"

Po wielu miesiącach wahania zdecydowaliśmy się na kupno nowej lodówki. Stara (nie taka znowu) została najprawdopodobniej uszkodzona podczas remontu. Nie byliśmy w stanie tego udowodnić chłopakom, którzy remont prowadzili, więc machnęliśmy ręką na ewentualne roszczenia.

Przez pewien czas walczyliśmy z pleśnią i wyrzucaliśmy całkiem sporo jedzenia, które nie doczekało swojej kolejki do stołu. No, ale przyszła wiosna i wariant balkonowy przestał być możliwy. zaczęliśmy szukać i okazało się, że nadal najlepszym wyborem jest Amica. Zamiast jednak kupować w sklepie internetowym, wybrałem Saturna którego sklep mam pod nosem, w Złotych Tarasach.

Los nie szczędził ostrzeżeń, więc pretensję mogę mieć tylko do siebie, że zamiast sprawdzonego rozwiązania poszedłem do supermarketu. Kiedy spytałem sprzedawcę, czy przełożą drzwi na prawostronne, stwierdził z uśmiechem, że to bardzo prosta operacja. Ulka przypomniała ile nerwów kosztowało mnie to proste rozwiązanie, ale ja jakoś nie zobaczyłem tego tak jasno jak ona. Drugim ostrzeżeniem była rozmowa z pracownikiem serwisu, z którym Ulka umawiała się na dostawę. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ja niańczyłem wtedy dzieci. Poza tym niejednokrotnie przez moją raptowność rezygnowałem z rożnych towarów i usług, co czasami kosztowało ostatecznie sporo czasu i nerwów i tak.


Brak komentarzy: