Zależnie od tego, które z nas odbiera chłopki ze szkoły nasza poranna rutyna nieco się różni.
Jeśli odbieram ich ja (czyli we wtorki i czwartki), to zostawiamy Gucia w uliczce na tyłach kamienicy, w której mieści się żłobek i ruszamy w parominutowy spacer do stacji metra Racławicka. Czasami musimy kupić w kiosku bilety dwudziestominutowe za 2 zlote, ponieważ tylko ja mam bilet miesiączny (wiąże się z nim historyjka z - a jakże - roztargnieniem w roli głównej).
W pół do ósmej w metrze jest oczywiście tłok iście japoński, możemy za to poczytać sobie urywki porannych wiadomości na ekranach ciekłokrystalicznych, kórych kilka zamontowano w każdym wagonie. Oczywiście wiadomości mają jedynie zareklamować poranne gazety, więc wprowadzają jedynie suspens, a nie informacje. Niestety większość z nich pochodzi ze szmatławej Wyborczej, której od dłyuższego czasu nie kupuję, ani nawet nie wchodzę na ich stronę aby nie nabijać kliknięć.
Na stacji Centrum Ulka wbija się w tłum przy schodach ruchomych a ja ruszam w stronę PKiNu.
środa, marca 04, 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz